![]() |
![]() |
|
|
|
|
|
|
Nr 68,
Luty
2005 |
|
| str. 14 |
- Malpi proces. Dariusz Majer |
NA
CHŁOPSKI ROZUM
Dariusz Majer Małpi
proces
Demokracja jest sztuką
zarządzania cyrkiem z małpiej klatki.
H. L. Mencken
I. Sieć restauracji
(jak się to mówi w Stanach; w Polsce powiedzielibyśmy raczej barów
szybkiej
obsługi) McDonald nie należy do najwytworniejszych lokali
gastronomicznych, a
ich rozwrzeszczana klientela do elit społecznych Ameryki, chociaż,
zakładając
prawdziwość „American Dream”, może do tych elit z łatwością trafić i
bez
wątpienia często trafia. Jeszcze kilkanaście lat temu pomieszczenia
tych
placówek urządzonych z prostotą, ale funkcjonalnie ozdabiały w miarę
estetyczne
obrazy, a z głośników płynęła cicha muzyka. Dziś nie tylko muzyka jest
inna.
Obrazy zostały częściowo zasłonięte olbrzymimi plakatami informującymi
jaki
dobry interes robimy wybierając dużą sodę i małe frytki, a z głośników
raz po
raz dobiega donośny głos managera informującego o innej czekającej na
nas
okazji. Konsumenci zachowują się tak, jakby cała kultura, zasady
dobrego
wychowania, czy choćby umiejętność posługiwania się nożem i widelcem
zostały
wymyślone w celu utrudnienia życia, a nie na odwrót. Ale to jest taka
restauracja. W
rzeczywistości tzw. dobre maniery mają ułatwiać stosunki międzyludzkie
poprzez ochronę prywatnej sfery drugiego człowieka, na tyle, na ile
jest to
możliwe. Co natomiast z kulturą, i to nie tylko osobistą, ale tą w
szerszym
znaczeniu? Nie
ulega wątpliwości, że znacząco większa część rozwoju cywilizacyjnego
człowieka była oparta (i w dalszym ciągu w dużym stopniu jest) na
rozwoju elit
społecznych. To, że w większości wypadków odbywało się to kosztem
rozwoju tzw.
szarego człowieka, ma tutaj drugorzędne znaczenie. Dlatego
najpotężniejsze
pomniki cywilizacji pozostawiły po sobie społeczności oparte na silnych
strukturach państwowych, często despotycznych monarchiach i silnych
organizacjach religijnych, co w przeszłości często łączyło się
wzajemnie i
uzupełniało. Budowane niewolniczym sposobem piramidy egipskich
faraonów, czy
feudalne zamki i kościoły finansowane pańszczyźnianą pracą chłopów są
tu
wybitnymi przykładami. Nie ulega wątpliwości, że bez tych „państwowych
przedsięwzięć” nasz świat wyglądałby zupełnie inaczej. Dwór i kler były
motorem
rozwoju, były sponsorem artystów, architektów, literatów i uczonych,
były
elementem posiadającym wiedzę i wykształcenie, a jako takie, były
jedyną siłą
zdolną prowadzić politykę państwa. Społeczności, wśród których nie
wyodrębniły
się silne elity rządzące pozostały w szałasach. Za to mogły szczycić
się
większą demokracją, choć pewnie nawet nie wytworzyły tego pojęcia. Niestety
istnieje poważna różnica pomiędzy kulturą, która ma wzbogacać
tych co za nią płacą, a kulturą, która ma wzbogacać tych co ją
produkują.
Dlatego trudno w całości się zgodzić z twierdzeniem Thomasa Venclovy
(patrz
wywiad z poetą A. Ziółkowskiej, TERAZ Nr
67, styczeń 2004), że kultura masowa jest współczesnym ekwiwalentem
folkloru.
Folklor powstawał z zupełnie innych potrzeb, często wzorował się na
sztuce
dworskiej lub religijnej, był ludową „wersją kultury wyższej”. Kultura
masowa
często produkowana jest przez dobrze wykształconych artystów i
„zarządzana”
przez kadry doskonale wykształconych specjalistów od marketingu. Dopóki
więcej
emocji wzbudzają kreacje gwiazd przy okazji wręczania „Oscarów” niż
nagrodzone
filmy, trudno mówić o kulturze masowej, a raczej o masowym braku
kultury.
(Zresztą niegdyś niezłe amerykańskie kino gloryfikujące prostotę życia,
coraz częściej
gloryfikuje prostactwo, choćby na przykładzie, skądinąd zabawnego,
„Shrek 2”). Doszło
do tego, że pozytywistyczne hasło by „kultura trafiła pod
strzechy” natrafiło na przeciwne prądy (szczególnie mocne w Ameryce) i
to
„strzecha” trafia do kultury. Bynajmniej
nie chodzi o to, by każdy lubił operę, teatr, czy poezję.
Chodzi o to, by wybór był świadomy; a takiego może dokonać tylko
wyedukowany
odbiorca. Świadomość
wyboru ma kluczowe znaczenie nie tylko dla rozwoju kultury,
lecz również dla rozwoju demokracji. Słabością tego ustroju (na razie
jeszcze)
jest to, że prosty człowiek (niekiedy bardzo prosty) decyduje
(teoretycznie) o
polityce kulturalnej, finansowej, zagranicznej itp. państwa. Powoduje
to
groteskowe decyzje, bo dla wielu wyborców jedynym kryterium poparcia
danego
kandydata są jego zapatrywania na sprawę aborcji, lub antykoncepcji lub
związków homoseksualnych. Tak sprawy się mają w Ameryce; jeszcze mniej
sensu
mają próby „budowania demokracji” w krajach takich jak np. Irak, lub w
ogóle
tegoż sensu nie posiadają w krajach „Czarnej Afryki”. II. W roku 1918 we wszystkich Stanach Ameryki
Północnej
wykształcenie na poziomie elementarnym stało się obowiązkowe. Znacznie
przyczyniła się do tego praca Johna Dewey’ego z roku 1916 „Demokracja i
Edukacja” wskazująca na ścisłe powiązania wykształcenia z ustrojem
demokratycznym. W
roku 1925, nie jest więc wykluczone, że mogą się jeszcze znaleźć
czytelnicy pamiętający te czasy, miał miejsce słynny „Małpi Proces”. Początek
dwudziestego wieku w Ameryce naznaczył się wzmożonym znaczeniem
sił konserwatywnych (podobnie jak obecnie) skupionych wokół wydawanej w
Los
Angeles gazety „The Fundamentals”, od której wziął nazwę cały ruch.
Fundamentaliści skoncentrowani na nauczaniu prawd biblijnych zaczęli od
grzebania w szkolnych podręcznikach (podobnie jak obecnie) i wycinania
z nich
„szkodliwych” tez. Na pierwszy ogień poszła oczywiście teoria Darwina i
jej
nauczanie zostało skutecznie zakazane w większości amerykańskich szkół.
John
Scopes, nauczyciel w szkole średniej w Dayton, Tennessee, który
przeciwstawił
się tak pojętej „prawomyślności’ został zakuty w kajdanki i
aresztowany. Odwagi
Johnowi dodał Amerykański Związek Praw Człowieka, który proponował
darmowych
adwokatów dla każdego, kto się dopuści tego wykroczenia. Prokurator
stanowy
William Bryan z pozycji swojego stanowiska i wykształcenia udowadniał,
że
wielka ryba połknęła Jonasza, świat został stworzony w sześć dni w 4004
r.
p.n.e. i tym podobne „oczywistości”. Ponieważ proces był transmitowany
przez
radio w całych Stanach i wzbudzał wiele, często szyderczych komentarzy,
pomimo
wygranej, prokurator Bryan tak przejął się „ciemnotą” niektórych
współobywateli, że w kilka dni po procesie zmarł na zawał serca. John
Scopes
został uznany winnym i ukarany grzywną 100 dol., co nie było wtedy tak
symboliczną kwotą, a zakaz został utrzymany. Niemniej, chociaż coraz
więcej
nauczycieli decydowało się na łamanie prawa, do podobnego procesu nigdy
nie
doszło. W
związku z powyższym nasuwa się wiele pytań. Czy przy obecnym
wzmocnieniu
sił konserwatywnych w rządzie amerykańskim grożą nam podobne procesy?
Czy
związki pomiędzy wykształceniem a demokracją będą zauważane z większą
ostrością, czy zapominane? Czy elity, które próbują zalegalizować swoje
oszustwa tzw. drobnym drukiem na reklamach wciąż zasługują na miano
elit? I czy
pozostawią po sobie coś oprócz napęczniałych kont bankowych? Dariusz
Majer |