![]() |
![]() |
|
|
|
|
|
|
Nr 67,
Styczen
2005 |
|
| str. 13 |
- Dramat Generala Skalskiego. Andrzej Targowski |
|
Dramat Generała
Skalskiego Andrzej Targowski
W dniu 19
listopada 2004 r. odbył się w Warszawie pogrzeb generała brygady,
pilota,
Stanisława Skalskiego, asa polskiego lotnictwa z czasów II wojny
światowej,
który ma na swym koncie 22 zestrzelenia i 4 uszkodzenia oraz dowodzenie
polskimi i angielskimi skrzydłami. Generał zmarł w nędzy w przytułku,
okradziony przez osoby, które miały nim się opiekować. Ale nie na tym
polega dramat tego najwybitniejszego polskiego pilota wojskowego i jego
kolegów, którzy walczyli na 4 frontach europejskich (Polska, Francja,
Bitwa o
Anglię, Europa po inwazji w 1944 r), a nawet na 5-tym froncie chińskim,
gdzie
gościnnie wystąpił płk. pil. Witold Urbanowicz. Gen. Skalski w
pierwszej fazie
wojny dokonał swych bohaterskich wyczynów na samolotach, które były
słabsze od
niemieckich i na tym polega jego jeszcze większy sukces i mistrzostwo. Dramat Skalskiego
polega na tym, że pomimo swego wielkiego bohaterstwa i mistrzostwa był
traktowany na zasadzie „Murzyn zrobił swoje Murzyn może odejść.” We
Francji
polskim pilotom nie pozwolono bić się z Niemcami, a za korzystanie z
gorących
pryszniców kazano im płacić. W „Bitwie o Anglię,” gdzie Polacy byli
najlepszymi
pilotami, pod koniec wojny pośrednio kazano im się wynieść z Wyspy, i
nawet nie
pozwolono wystąpić w paradzie zwycięstwa po wojnie. W Polsce, do której
wrócił
i o której niepodległość się bił, aresztowano go i skazano na śmierć. A
pod
koniec życia w Warszawie „opiekunka” go okradła i jakiś „Polak” go
pobił.
Natomiast polskie media prawie wcale nie zauważyły Jego śmierci, bowiem
zajęte
są śledzeniem losu afery Orlenu i posła Pęczaka, który ustawicznie
domagał się
zaciemnienia szyb w „ofiarowanym” mu mercedesie. I na tym polega dramat
tego
Wielkiego Polaka i chyba nas wszystkich patriotów. Nie dość, że
pilot w swych kilkuset lotach musiał za każdym razem zaglądać śmierci w
oczy,
to po powrocie do swej ukochanej Ojczyzny został w niej skazany na
śmierć,
okradziony, pobity i oddany do przytułku. Jakim narodem jesteśmy, skoro
nie
umiemy uszanować pamięci o naszych bohaterach? Jak wiemy „starość nie
udała się
panu Bogu,” ale jeśli nawet wojsko zapomniało o swym starym 89-letnim
bohaterze, to dlaczego zapomniała o nim najbliższa rodzina, a
„opiekunka”
zrobiła to, co zrobiła? Poruszając ten
wątek ludzkich zachowań trzeba zastanowić się; dlaczego Polacy potrafią
zgotować taki los drugim Polakom? Dlaczego pomimo terroru
stalinowskiego w
latach 1950-tych w Polsce znaleźli się polscy prokuratorzy i sędziowie,
którzy
skazali na śmierć w maju 1952 r. grupę polskich wyższych oficerów
lotnictwa,
bohaterów wojny na śmierć? Skazano ich w procesie bez udziału obrony, a
potem
większość wyroków wykonano. Stanisława Skalskiego ułaskawiono (po jego
wyjściu
z więzienia miałem go zaszczyt poznać). Ktoś powie, że były
to czasy stalinowskiego terroru, każdy bał się każdego, ale czy musiał
koniecznie w związku z tym zabijać innego? Zatem weźmy przykład z 1981
r.,
kiedy wnuczka marszałka Piłsudskiego – Joanna bierze ślub w więzieniu z
dr
Januszem Onyszkiewiczem, rzecznikiem Solidarności, człowiekiem
niezwykle
łagodnym (nota bene późniejszym ministrem Obrony Narodowej). Czy nie
stać było
wówczas polskich generałów na to, by ślub ten odbył się w normalnych
warunkach?
Choćby zważywszy na fakt, że kuzyn gen. W. Jaruzelskiego, sędzia
Jaruzelski był
przed wojną rzecznikiem spadku po Marszałku. Kiedy umierał
gen. Skalski 12 listopada, prawdopodobnie zobaczy swe życie jak w
kalejdoskopie
i zapewne raz jeszcze doszedł do wniosku, że pomimo świństw, których
doznał w
swym życiu, przeżyłby je tak samo jeszcze raz. Bo tak myśli prawdziwy
bohater.
Miejmy nadzieję, że Polacy, nasze media, w tym wysokiej rangi wojskowi
nie
popełnią wymienionych tu błędów w przyszłości. Andrzej Targowski |