![]() |
![]() |
|
|
|
|
|
|
Nr 67,
Styczen
2005 |
|
| str. 5 |
- Przegląd prasy. Andrzej Jacyna |
|
Przegląd prasy Ostatnio
najważniejszym tematem we wszelkich mediach jest tragiczna katastrofa w
Azji
wywołana trzęsieniem ziemi i wynikłą z niego niszczącą falą „Tsunami”,
a liczba
ofiar tej katastrofy sięgnęła już 150 tysięcy i dotknęła wiele krajów.
Tragedia
ta jest sprawą naszej „globalnej wioski” i na jakis czas odsunęła na
plan
dalszy to, czym do tej pory zajmowały się światowe a także i polskie
media.
Ponieważ za wcześnie na podsumowanie i wyciąganie wniosków – czy
organizacja
pomocy była adekwatna do tragedii i co zrobić, aby na przyszłość
zmniejszyć jej
rozmiary w przypadku następnych, zapewne nieuniknionych, klęsk
żywiołowych,
wrócmy do tematów, którymi zajmowały się media przed nagłą erupcją
niszczących
sił przyrody. Może najłatwiej
będzie przyjrzeć się najważniejszym problemom, którym poświęcały uwagę
media w
ostatnim okresie. Najbardziej
oblężonym tematem była skrótowo nazwana „wojna z terroryzmem” i
zwiazana z tą
sprawą sytuacja w Palestynie, Iraku i Afganistanie. Co pisze na ten
temat
prasa. „Irak ma przed
sobą trzy drogi do wyboru – pisze Xan Smiley, znawca Bliskiego Wschodu,
publicysta „The Economist” – stabilizację, dekompozycję lub wojne
domową.
Jeżeli uda sie przeprowadzić wybory powszechne, w którym pomimo gróźb i
zastraszania ze strony bojowników zagłosowałoby około 60 % obywateli,
uprawomocniłoby to w pewnej mierze władzę nowo wyłonionego rządu. Muszą
zostac
spełnione dwa zasadnicze warunki . Po pierwsze powstanie sunnitów nie
może się
rozszerzyć poza Bagdad i okolice i objąć inne tereny. Drugi warunek
jest taki,
by wśród głosujących szyitów znaleźli się także radykałowie. Wielką
nadzieją
jest to – pisze dalej Xan Smiley – że Muktada al-Sadr wybierze drogę
walki
politycznej nie zbrojnej i pociągnie za sobą zradykalizowaną biedotę,
która weźmie
udział w głosowaniu nie tylko w stolicy ale i w większości szyickich
miast w
środkowym i południowym Iraku.” Byłaby to opcja
najlepsza dla samych Irakijczyków, ale czy tak się sprawy potoczą,
trudno mieć
wielką nadzieję. Możliwy jest także rozpad Iraku, wojna domowa i nawet
powstanie niepodległego Kurdystanu, który poparliby w ostateczności
Amerykanie,
aby uratować część twarzy, utraconej w wyniku klęski swojej misji. Pewna szansa na
pokój izraelsko-palestyński po śmierci Arafata, oraz nieśmiały początek
demokratyzacji w Arabii saudyjskiej plus wybory w Iraku mogłyby być
pierwszym
krokiem do demokratyzacji całego regionu, chociaż na pewno nie w
wydaniu
zachodnioeuropejskim. Plan prezydenta Busha w dalszej perspektywie ma
szansę
powodzenia, chociaż obecnie wydaje się mało realny. Warto przy tym
wspomnieć,
że George W. Bush otrzymał od tygodnika „Time” tytuł człowieka roku
właśnie za
śmiałość wizji politycznej. Terroryzm nie
zniknie w najbliższych lata, a walka z nim będzie bardzo trudna.
Skuteczność
jej będzie jednak zależała od współpracy państ zachodnich, przeciw
którym
występują terroryści działający pod parasolem Al-Kaidy. Bardzo ważna
jest
współpraca transatlantycka. Oto co mówi na ten temat Jose Maria Aznar,
były
premier Hiszpanii: „Aby odnieść zwycięstwo w tej walce, musimy bronić
praw i
swobód obywatelskich z nieustającą determinacją, mocą i wytrwałością.
Dostosować prawo do wymagań nowych czasów. Wzmocnić współpracę
międzynarodową i
rozszerzyć wymianę informacji między służbami wywiadowczymi. Terroryści
muszą
wiedzieć, że nigdzie nie będą bezpieczni. Trzeba opracować dokładną,
ciągle
uaktualnianą listę światowych organizacji terrorystycznych.
Bezwzględnie i
skutecznie śledzić źródła ich finansowania. Głównymi
obszarami walki z terroryzmem pozostaną Irak i Afaganistan. USA i ich
sojusznicy nie mogą przegrać w żadnym z tych krajów. Europa zaś nie
może
pomylić się w ocenie, kto jest jej prawdziwym wrogiem. Musimy przyjąć
naszą
odpowiedzialność i przyznać, że sami jesteśmy celem terrorystów. Na
klęsce Iraku
i Afganistanu nie wygra nikt. Jeśli proces stabilizacji i
demokratyzacji okaże
się tam niemożliwy – przegramy wszyscy. Jednakże to Europa należy do
tych,
którzy mogą stracić najwięcej.” Na zakończenie
tego tematu przytoczę kilka uwag wybitnego znawcy problemów światowego
terroryzmu, Waltera Laqueura, amerykańskiego historyka pochodzenia
niemieckiego, z artykułu opublikowanego w kwartalniku „Foreign Policy”.
„Nie każdy
muzułmanin jest terrorystą, ale dzisiaj niemal każdy terrorysta jest
muzułmaninem. Kto będzie wrogiem ludzkości numer jeden, kiedy któregoś
dnia
znikną wreszcie fundamentaliści islamscy? Czy w ogóle znikną?” –
zapytuje
publicysta na wstępie. Jeżeli mamy uporać się z terrorem, należy
podciąć
korzenie, z których wyrasta, a są nimi – jak się powszechnie uważa –
ubóstwo,
bezrobocie, zacofanie i nierówność. Tymczasem w pięćdziesięciu
najuboższych
krajach świata terroryzm pojawia się sporadycznie, lub nie ma go wcale.
Terroryści nie wywodzą się z obszarów największej biedy – twierdzi
Laqueur – tylko
z miejsc, gdzie działa najwięcej radykalnych duchownych. Jeżeli można
mówić w tym kontekście o zacofaniu, to
ma ono charakter intelektualny i kulturowy – nie zaś ekonomiczny i
społeczny.
Jest faktem, że ubóstwo w połączeniu z bezrobociem młodzieży tworzy
doskonały
klimat dla rozwoju islamizmu. Nie należy się łudzić co do szerszych
skutków
pokojowego rozwiązania takiego czy innego konfliktu. Pokój między
Izraelem a
Palestyńczykami byłby dla obu stron błogosławieństwem, ale założenie,
że
rozwiązanie konfliktu lokalnego będzie mieć wpływ na resztę świata,
jest
pozbawione podstaw. Osama ben Laden nie wysyłał swych ludzi do boju w
Palestynie. Warto pamiętać, że za powstaniem Al.-Kaidy i wydarzeniami z
11
września nie krył się żaden spór terytorialny, ani poczucie narodowego
ucisku,
tylko imperatyw religijny – dżihad i ustanowienie szariatu. Obecnie
polem
batalii będzie Europa – twierdzi publicysta – z biegiem lat Europa
Zachodnia
stała się główną bazą działania grup wspierających terrorystów.
Czynniki, które
ułatwiły ten proces, to rozwój społeczności islamskich, wzrost napięć w
kontaktach z ludnością miejscową i względna łatwość, z jaką radykałowie
mogą
działać przy niektórych meczetach i instytucjach kulturalnych. Niejeden
terrorysta skazany na śmierć w Egipcie, Jordanii czy Maroku uzyskał
azyl
polityczny w Europie. Mają tu większą swobodę działania niż u siebie.
Na
pocieszenie Walter Laqueur konstatuje: „Nie wydaje się aby terroryzm
islamski
mógł trwać wiecznie. Już teraz słabną radykalne nastroje wśród
młodzieży
arabskiej i wygasa początkowy fanatyzm. Jednak w perspektywie
krótkookresowej
zagrożenie jest znaczne.” Jedno z bardzo
ważnych wydarzeń politycznych miało miejsce tuz za naszą granicą.
Ukraińska
pomarańczowa rewolucja, przypominająca tak bardzo czasy pierwszej
Solidarności,
odniosła zwycięstwo. Należy jednak pamiętać, że to dopiero pierwszy
krok w
kierunku prawdziwej niepodległości i demokracji, a sytuacja Ukrainy
jest
znacznie bardziej skomplikowana niż nawet nasza z przed ćwierć wieku.
Pozostaje
wierzyć, że Ukraińcy tak długo walczyli o niepodległą ojczyznę, ze
teraz nie
pozwolą sobie tego odebrać. Pierwsza niepodległość Ukrainy wynikła
niejako
samoczynnie, poprzez rozpad ZSRR, natomiast pomarańczowa rewolucja w
pewnym
sensie uprawomocniła podmiotowość i niezależność największego
europejskiego
państwa. Architekt tego historycznego wydarzenia, Wiktor Juszczenko ma
przed
sobą niesłychanie trudną drogę, a sukcesy zależą od cierpliwości i
zaufania
społeczeństwa, któremu od razu się nie poprawi, oraz również od
poparcia Europy
i przede wszystkim Polski, dla której zgodnie z przesłaniem Jerzego
Giedroycia
niepodległa Ukraina jest gwarantem bezpieczeństwa przed imperialnymi
zakusami
Rosji. Wbrew pozorom nie jest to myśl przebrzmiała, a sojusz z Ameryką
obecnie
gwarantujący nam bezpieczeństwo, może w przyszłości ulec modyfikacjom
zgodnie z
interesami USA. O Polsce nie będę
się rozpisywał, mamy u władzy dogorywający Sojusz Lewicy, tonący w
zalewie afer
i przekrętów, co nawet mnie, traktującego postkomunistów jako ludzi
bezideowych
i zdolnych do wszelkich niegodziwości, zadziwiło, Ta bezczelność w
łamaniu
prawa, sprawowanie mandatu posła w więzieniu, kompletny brak wstydu,
trzymanie
się stołka z wszelką cenę, wszystko to, co zaprezentowały nam ostatnie
rządy SLD,
to jak zły sen, który nie powinien się przyśnić. W następnym rozdaniu
może
rządzić koalicja Liga Polskich Rodzin z Samoobroną (tfu, tfu, na psa
urok) lub
koalicja Platformy Obywatelskiej z Prawem i Sprawiedliwością (najlepsza
konfiguracja, gdyż te dwie partie skupiaja najwięcej przyzwoitych
ludzi).
Jednak po przeczytaniu programów obu partii okazuje się, że każda z
nich ma
zupełnie inny pomysł na przyszłą Polskę, Kogo więc wybierzesz
nieszczęsny
wyborco? Aby zakończyć
optymistycznie nasz kraj wbrew rządowi, Sejmowi i innym kompromitującym
się
organom państwa rozwija się zupełnie nienajgorzej i przyszłość rysuje
się
nieźle. Świat przy wszystkich spektakularnych nieszczęściach także
idzie do
przodu, ogólny poziom biedy obniży się, chociaż nierówności wzrosły.
Ale przy
równości musi być nędza, a bogactwo nie lubi równości. Zmniejszyła się
też
ilość konfliktów zbrojnych w Afryce. Czy ten pozytywny trend utrzyma
się,
dowiemy się za rok. Wybrał i
komentarzem opatrzył Andrzej Jacyna |