Philadelphia  -  Atlantic City  -  Trenton -  Wilmington










nr67 Nr 67, Styczen 2005

str. 14
- Eseje do wynajecia. Adam Bodziak

Eseje do wynajęcia

Adam Bodziak

 

Nie chce ci się? Nie masz czasu? Nie masz pomysłu? Masz nas! Wypracowania – szybko, tanio, na pewno, na czas.

 

Na serwerze Falcon wielki międzygalaktyczny turniej w Starcrafta. Taka sieciowa strategia, w której chodzi o zdobycie panowania na planecie. Jarek zwietrzył sukces. Został znoszącym larwy Zergiem i przeniósł się o kilka lat świetlnych dalej. Ci złośliwce z innych komputerów nie tacy w ciemię bici. Aby ich pokonać nie starczy zręczny nadgarstek, trzeba kombinować – czacha dymi -  Jarek cedzi z papierosem w skrzywionych ustach. Giercował do rana, a w szkole lunatykował. Wśród kosmicznych strategów zajął drugie miejsce.

Zaciąga się i z miną tego, co to wie jak spadać na cztery łapy mówi – Przez Stara olałem wypracowanie z polaka. Za sukcesy trzeba bulić. Dlatego znalazłem wsparcie - Poszperał w sieci i szybko natknął się na “korepetytora”. Najpierw musiał dopełnić najpierw formalności. – Na stronie jest taka zgrzebna tabelka. Sprawdzasz cennik – u mnie było 40 złotych sztuka. Wpisujesz temat, ile stron ci trzeba, na kiedy, swój numer telefonu. Wklejasz to do meila, wysyłasz. I logujesz się na serwer z grami – zachwala niczym agent polisę ubezpieczeniową.

Już następnego dnia „korepetytor” przysyła 20 procent tekstu. Leser wprawnym okiem ocenia przydatność i jeśli mu odpowiada przelewa na konto należność. Reszta wypracowania gotowa jest zwykle nazajutrz.

 

Z polskiego żaden z Jarka mocarz. Dobrze o tym wie.  Samoświadomość - wyznaje tajemniczym tonem. Wprawdzie mógłby jechać na brykach. Tyle, że reszta klasy też często zrzyna, co popadnie. Gdyby spisywał jak leci, prędzej czy później zdublowałby „pracę” kumpla.

A bywało, że sorka zdybała trzy identyczne teksty – O, sorry, właściwie to dwa. Jeden z trójki twórców wziął się na sposób i walnął kilka ortografów. Interpunkcję też pozmieniał, taki cwaniaczek. I tak go ”Płetwa” jedynką odstrzeliła, hie, hie!

Bartek zwany uczniem Pietrasem (nie od nazwiska), kumpel Jarka z klasy, jeszcze kiedyś próbował samemu przerabiać bryki. – Wyszedł totalny galimatias. Dwa różne style. Nawet taki leszcz jak ja to wyczuł – kiwał głową, jakby się nad sobą litował.

Tak więc Jarek musi bulić. Tylko za pierwszym razem złożył reklamację. – “Korepetytor” już w próbce nawciskał jakiś -izmów i długaśnych analiz charakterów postaci. Co to ja, jakiś filozof? “Płetwa” od polskiego by w życiu nie łyknęła tego akurat ode mnie – tłumaczy. Piszący wypracowania pewnie był początkujący, dopiero nabierał doświadczenia w fachu. Obniżył loty i to był strzał w dziesiątkę, a ściślej w cztery mniej dla Jarka.

 

Zaufać na gębę

 

Multum internetowych ogłoszeń o pomocy w pisaniu wypracowań rozleniwia. Uczniowie mogą przebierać jak w ulęgałkach spośród mniej lub bardziej dyplomowanych autorów. Zamiast w pocie czoła zastanawiać się, “co poeta miał na myśli?” przy tym wertując słownik ortograficzny dają szarym komórkom odpocząć. - Sorka zadaje jakiś temat przekrojowy. Z dziesięć lektur trzeba by przeczytać. I jeszcze chce żeby o tym napisać. Od siebie. Frajera szuka? – Grzesiek z III klasy ogólniaka nie kryje rozbawienia. Ma stałego, jak mówi, „podwykonawcę”. Magistra polonistyki ze swojego miasta nawet nie musiał wyszperać w internecie. Po prostu po znajomości dostał cynk na komórkę. Ochoczo zawiązali współpracę.

Płaci 40 złotych za wypracowanie. Zwykle zamówienie składa pięć, cztery dni przed terminem wyznaczonym przez nauczycielkę. Choć zdarzyło się, że musiał mieć wypracowanie „na wczoraj”. Wtedy cena skoczyła o 15 złotych.

Nawet nie musi się fatygować po odbiór. „Podwykonawca” przesyła mu meilem pracę. Rozliczają się przelewem bankowym. Na początku Grzesiek najpierw musiał zapłacić. Teraz umawia się „na gębę” -  jako sprawdzony, zaufany klient może dać kasę nawet tydzień po otrzymaniu gotowca. Zresztą z 26 letnim polonistą przeszedł na ty.

Leszek, autor wypracowań Grześka poza pocztą pantoflową reklamuje się w internecie i „Anonsach”. Gdy zgłasza się do niego po raz pierwszy jakiś „świeży” dogadują się co do formy płatności (może być jak z Grześkiem przelew lub od blisko mieszkających kasa do ręki) i terminów. Klientów mu nie brak, szczególnie w końcówkach semestrów. Przyznaje, że zdarzało się mu oddać to samo wypracowanie więcej niż jednej osobie. – Wówczas muszę uważać, czy aby moi odbiorcy nie są z jednej szkoły – mówi. Powiedzieć ile średnio zarobi w miesiącu nie chce. Pisaniem gotowców dorabia do pracy w korekcie miejscowego dziennika.

 

Mafia robotów kontra noga z polskiego

 

Kosmate łapska ciężko klapnęły na klawiaturze. Po brudnych szponach ciurkiem na klawisze cieknie krew. A to ledwo początek. Komiks Garnka ma na razie tylko dwa obrazki bez dymków ze słowami. – Cyber punk – odpowiada rysownik konspiracyjnym tonem na pytanie o treść całości. Jeden komiks już stworzył. Do historii o mafii robotów XXII wieku sam napisał słowa. Jednak z polskiego rzadko pisze wypracowania.

Garnek woli zapłacić komuś i – mieć z głowy bogoojczyźniane, głodne kawałki o tym jak trzeba strzec się przed niemoralnością lub kształtować wolę i charakter. Raz na miesiąc zamawiam tekst za 35 złotych i mam kupę czasu na komputer i rysowanie. Nasza nauczycielka zniechęca do spontaniczności – żali się. W pierwszej klasie przedstawił w wypracowaniu swoją wizję filmowej prezentacji „Makbeta” jako starcia  czołgowych dywizji. Polonistka wyśmiała go publicznie.

Teksty pisze mu Sylwia, siostra kolegi, od dwóch lat magister psychologii. Brat robi jej ostrą reklamę wśród znajomych ze szkoły, poza tym ogłasza się w „Anonsach” jako „Pomoc w pracach domowych z polskiego”. Oferty wypracowania z angielskiego nie odrzuca również. – Z tych chałtur mam blisko trzysta złotych miesięcznie. Dorabiam do pracy trenera szkoleń komunikacji niewerbalnej – opowiada. Dodaje, że czasem dzwonią rodzice – Jakaś mama tłumaczy, że synuś taki geniusz – tylko, że techniczny.

Najbardziej lubi pisać wypracowania o symbolizmie. Jak twierdzi to temat rzeka dla psychologa, kojarzy się z marzeniami sennymi. – Ale najłatwiej idzie mi romantyzm i pozytywizm. Tu mnóstwo można przyłożyć do podobnego szablonu – nie ukrywa. Nie dręczy ją takie podejście do literatury. – Gdybym się wspięła na wyżyny to, nie chwaląc się,   mogłabym przedobrzyć. Przecież nauczycielka może poczuć dysonansik, kiedy humanistyczna lebiega nagle rozbłyśnie jak spadająca gwiazda. Może zarządzić ustnej konfrontacji. A przecież siłą rzeczy moi klienci to zwykle nogi z polskiego – Sylwia rozkłada ręce.

 

Także otwarcie mówi o kopiowaniu swoich prac. Zdarzało się, że na ten sam temat oddała identyczny tekst któremuś z kolei uczniowi. – Oby byli z innych szkół – zaznacza. Co ciekawe w jednym ogólniaku klient dostał piątkę, podczas gdy w drugiej szkole inny uczeń za to samo tróję plus. – Kurcze, i bądź tu humanistą. Ratuje cię tylko filozoficzny dystans – kwituje.

 

Sporo jej klientów pozostaje anonimowych. Dzwonią, umawiają się na termin, pracę Sylwia przesyła meilem. Jednak zdarzało się, że bliżej kontaktowała się ze zleceniodawcami. – Oczywiście dobrych kolegów brata nie musiałam poznawać. Niektórzy mogli nawet liczyć na zniżki. Ale też od innych dostawała propozycje korepetycji przed maturą, czekoladki na koniec roku szkolnego – wspomina.

Jeden z klientów, o dziwo, był bardzo zdolny. Tyle, że ze ścisłych przedmiotów. Poznała go trochę lepiej, dlatego, że zostawiła mu swój numer gadu – gadu. Pupil matematyka cierpiał katusze z polonistką. – To ten typ nauczycielki, która czuje misję nawracania ogółu. A u chłopaka zero wyczucia tekstów, szczególnie liryki. Musiałam się wystrzegać przed zbyt kwiecistymi wypracowaniami, to zupełnie poza jego osobowością. Korzystał z mojej pisaniny przez półtorej roku. Przebrnęliśmy nadgorliwą polonistkę. Teraz chłopak jest na pierwszym roku informatyki w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim  - mówi nie bez cienia dumy.

 

Czy można mieć satysfakcję z pisania lewych wypracowań? Sylwia nie wkłada serca w swoje płatne eseje. Ale najmilej wspomina ... utratę jednego ze zleceniodawców. – Płacił mi za wypracowania przez pół roku. Po czym poprosił o korektę już całkowicie swojej pracy. Przeczytałam, prawie nic nie poprawiłam, pieniędzy nie wzięłam – I dodaje kpiącym tonem -  Poczułam się jak Siłaczka.

 

Adam Bodziak