Philadelphia  -  Atlantic City  -  Trenton -  Wilmington










nr63 Nr 63, Wrzesien 2004

str. 21
Niemcewicz w Ameryce. Franciszek Żabiński

Niemcewicz w Ameryce

Franciszek Żabiński
 

Dokładnie w roku 1800-ym, niespełna w trzy lata po przybyciu do Ameryki z Kościuszką, Julian Ursyn-Niemcewicz ożenił się z Zuzanną Livingston-Kean, wdową po generale Keanie. Jej pierwszy maż przyjaźnił się z Kościuszką w czasie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Peter Kean, jedyny syn generała, w czasie ślubu swej matki i Niemcewicza miał lat 10. Thomas Kean, niedawny chairman komisji 9/11 i były gubernator stanu New Jersey, jest potomkiem tegoż pasierba Niemcewicza. Pamięć o Niemcewiczu pozostaje żywa w rodzinie Keanów. Mówił o tym gubernator Kean w wywiadzie telewizyjnym. Majątek Keanów w Elizabeth City w dalszym ciągu nazywa się Ursino. Willa Ursino zawiera sporo pamiątek po swym pierwszym właścicielu, w tym prawdopodobnie nigdy nie opublikowane rękopisy.

Julian Ursyn-Niemcewicz (1757-1841), znany głównie jako autor “Powrotu Posła”, działacz Sejmu Czteroletniego i adiutant Kościuszki podczas Insurekcji, pisał pamiętniki przez wiele lat swego długiego życia. Ponieważ przypadło mu niejednokrotnie znaleźć się w centrum przełomowych wydarzeń historycznych, pamiętniki te mają nie tylko wartość literacką, lecz są również ważnym źródłem informacji historycznych, gdzie indziej niedostępnych. Niestety niektóre rękopisy przepadły już za życia Niemcewicza, z powodu licznych podróży, i w zawierusze Drugiej Wojny Światowej. Spory, ponad 400-stronicowy tom, wydany w Ossolineum w roku 1959-tym pod tytułem “Podróże Po Ameryce, 1797-1807”, jest rzadkim w Europie a jedynym w Polsce opisem Ameryki z wczesnych lat republiki.

W grudniu roku 1796-tego, gdy ogromne ciało Katarzyny spoczęło w krypcie carskiej, jej syn i następca, Paweł II, wyzwolił z uwięzienia Kościuszkę, jego adiutanta i tysiące jeńców polskich. Niemcewicz wyraża szczerą wdzięczność wobec cara za opiekę i pomoc w wyjeździe do Ameryki. Kościuszko natomiast później zwrócił carowi pieniądze, załączając ostry list, krytykujący politykę Rosji. Już ten szczegół ilustruje różnice w myśleniu politycznym między dwoma przyjaciółmi. Kościuszko przejęty ideą wolności wypowiada się w interesie Polski, natomiast Niemcewicz nie zapomina o swojej osobistej sytuacji, mimo że sprawy polskie też ma na sercu. Różnice te dojdą do głosu w Ameryce, gdzie Niemcewicz będzie zwracał uwagę na dogodne możliwości urządzenia sobie życia, jakby pogodziwszy się z utratą niepodległości przez Polskę. Kościuszko w przeciwieństwie do swego adiutanta nie składa broni, oddany zawsze sprawie wolności. Z Petersburga droga ich wiodła przez pokrytą śniegiem Skandynawię do Anglii, a stamtąd przez ocean do Ameryki. Król szwedzki zaprosił Kościuszkę na wizytę, lecz on nie skorzystał z zaproszenia, uważając za niestosowne dla siebie przestrzegać w ówczesnej sytuacji protokołu obowiązującego na dworze królewskim. Spotkał się tylko ze zubożałym Jerzym Potockim, ostatnim ambasadorem Rzeczpospolitej w Szwecji.

Kościuszko nazywał Amerykę swoją drugą ojczyzną i powracał do niej po 13-tu latach. Pragnął spotkać dawnych przyjaciół i odzyskać siły w atmosferze wolności, postępu i swobód obywatelskich. Nie zapomniano w młodej republice o jego zasługach wojennych. 18-ego sierpnia 1797-ego roku, gdy statek “Adriana” zawinął żagle w Filadelfii, po dwumiesięcznej podróży z Anglii, tłum w Filadelfii witał go z entuzjazmem. Odprzęgnięto konie i ciągnięto karetę aż do domu Kościuszki. W gazetach federalistów odezwały się jednak głosy nieprzychylne Kościuszce i witający go tłum nazwano tam nieoględnie bydłem. Niemcewicz zauważa tymczasem jedynie dobre, w swej opinii nadspodziewanie pomyślne wydarzenia. Urodził się w rodzinie wcale zamożnej, a w swej działalności politycznej znał w Europie dwory królewskie i domy arystokratów. Teraz zachwycał się, że po latach niedoli Kościuszko przedstawił go elicie amerykańskiej, że są przyjmowani serdecznie w domach Waszyngtona, Jeffersona i innych wybitnych rodzin amerykańskich. Waszyngton już wtedy był postacią sławną w Europie, a Niemcewicz legendę porównuje przychylnie z prawdziwą osobą.

Niemcewicz spotkał i znał z bliska marmurowe posągi Rewolucji Amerykańskiej, zanim zostały wyrzeźbione. W jego bogatej i szczegółowej narracji ukazują się jako żywi ludzie, uchwyceni jakby ukrytą kamerą w normalności codziennych wydarzeń. Dotyczy to również postaci Kościuszki, który pokazany jest tu w dniach powszednich. Są tu też zwierzenia osobiste Naczelnika do swego adiutanta: "Pod Maciejowicami, gdy wszystko już było stracone, “gdy Kozacy już go uchwycić mieli, włożył sobie pistolet w usta, pociągnął za cyngiel, lecz krócica nie wypaliła. W początkach zaś swego uwięzienia w fortecy petersburskiej tak mu życie zbrzydło, że chciał się głodem umorzyć.” Od śmierci uratował go osobisty lekarz cara, doktor Rogerson. Ponad rok po opuszczeniu Rosji wciąż nie był w stanie chodzić i musiał być wszędzie noszony. Życie samego Niemcewicza oglądamy w pamiętnikach też w szczegółach nie ocenzurowanych nawet przez autora. Pokazuje się ze swymi zaletami i z wadami: bystry obserwator, praktyczny, patriota, ale też spragniony ciekawego życia i sukcesu.

W ówczesnej Ameryce zaostrzył się podział pomiędzy postępową partią republikanów, z vice-prezydentem Jeffersonem, na czele i reakcyjną partią federalistów prezydenta Adamsa. Kościuszko umiał odróżnić przyjaciół od ludzi mu nieprzychylnych. Towarzysz jego podróży bratał się ze wszystkimi, pewnie nawet nie zauważając swych nieopatrznych niedyskrecji wobec Kościuszki. Naiwność Niemcewicza w ocenie ówczesnej sytuacji politycznej w Ameryce jest w pewnym stopniu zrozumiała. W przeciwieństwie do Kościuszki nie znał Ameryki i dopiero powoli odkrywał fakty Kościuszce dobrze znane. Poza tym Kościuszko i Jefferson nie dzielili z nim ważniejszych tajemnic. O powrocie Kościuszki do Europy dowiedział się więc w ostatniej prawie chwili. Pewnie z powodu niepohamowanej gadatliwości Niemcewicza Kościuszko, w bardzo delikatnej sytuacji politycznej, postanowił nie ujawniać mu swoich zamiarów. Jefferson po spędzeniu kilku lat jako ambasador Stanów Zjednoczonych we Francji powrócił do bardzo odmienionej Ameryki. Federaliści, na czele z prezydentem Adamsem zyskiwali na popularności. Ameryka obawiała się skrajnie rewolucyjnych wydarzeń we Francji. Entuzjazm rewolucyjny przeminął. Pragnienie stabilizacji i wewnętrznej integracji nowego państwa stało się najważniejszym celem administracji prezydenta Adamsa. Paradoksalnie pojawiła się powszechna niechęć do Francji, niedawnego sojusznika, a nastąpiło zbliżenie w dyplomacji Ameryki i Anglii. Sedition and alien bills pozwalały prezydentowi uwięzić lub deportować każdego cudzoziemca bez procesu sądowego. Obywatele wrogich krajów, w tym Francji, utracili prawo ubiegania się o obywatelstwo amerykańskie. Kościuszce składano dowody wdzięczności za zasługi wojenne, lecz w oczach federalistów był jakobinem i wysłannikiem rewolucyjnej Francji. Brakuje mu swobody w narastającej atmosferze podejrzliwości i pod obserwacją szpicli. Jefferson i ambasador francuski ułatwiają mu powrót do Europy, w tajemnicy, z fałszywym paszportem i z przybranym nazwiskiem barona niemieckiego. New Castle, port w stanie Delaware, było miejscem, gdzie Kościuszko, żegnany przez Jeffersona, wczesnym rankiem, 5-ego maja, 1798-ego roku opuścił Amerykę na zawsze. Jefferson wkrótce został prezydentem i duch postępu odzyskał przewagę nad tendencjami reakcyjnymi w polityce amerykańskiej. Kościuszko był już wtedy w Europie.

Niemcewicz obraził się poważnie na swego przyjaciela i Naczelnika. Nie dało się załatwić Niemcewiczowi wyjazdu w tym samym czasie ze względu na tajemnicę i bezpieczeństwo podróży. Niemcewicz odmówił przyjęcia od Kościuszki pieniędzy, mimo że musiał wkrótce pożyczać pieniądze i parać się z biedą. Niemcewicz miał inne priorytety niż Kościuszko. Chciał odtworzyć dla siebie tryb życia, do którego przywykł w wolnej Polsce. Pisał, że po latach walki jest teraz czas pomyśleć o stabilizacji i o życiu w wolnym kraju, w którym miał poprzez Kościuszkę znakomite koneksje: “Armstong podług zalecenia i próśb Kościuszki upatrzył i stargował już farm, czyli grunt kilkaset acres z przewybornym domem i w najpiękniejszym w świecie położeniu. Wyspa także do majętności tej należała. "Jak spokojnie, jak szczęśliwie mógłby żyć w miejscu tym, lecz wzgardził nim i porzucił, jeżeli dla Ojczyzny—chwalebnie, jeżeli inaczej—płocho i dziko”. Niemcewicz przyjechał do Ameryki na prośbę Kościuszki. Ma więc pewne prawo użalać się, że Kościuszko porzucił go w obcym kraju. Ale przecież jemu zawdzięczał wszystkie swe kontakty w Ameryce, a do Polski powrócić wtedy nie mógł z powodu zarządzeń carskich. Dopiero po rozległych podróżach po Ameryce zaczął rozumieć lepiej motywy Kościuszki. Z większą trzeźwością, jakby obudzony z entuzjazmu początkowych miesięcy swego pobytu tutaj, notuje również mniej chwalebne aspekty rzeczywistości amerykańskiej: “Już alien bill ujęty jest naprawdę w duchu tureckim, jest w ogóle najlepszym dowodem, jak administracja stara się przejąć i naśladować samowładne metody rządzenia despotów.” Zauważa dzieci pracujące mozolnie w fabrykach, smutną sytuację Indian i “straszny zwyczaj posiadania niewolników”. Po spotkaniu rodziny Europejki i Murzyna z ich trojgiem dzieci pisze: “Prawdziwa i ukrywająca się miłość nie mogła posępniejszego i zapadlejszego znaleźć zakątka.” Ukrywali się przed potęgą prawa okrutnego i obcego ideałom Oświecenia.

Po wyjeździe Kościuszki Niemcewicz podróżuje wszędzie po Ameryce, od Wirginii do wodospadu Niagary, notując codziennie wszelkie szczegóły, z bezpośredniością znakomitego reportażu. Interesuje go wszystko. Przez pewien czas obserwuje codziennie posiedzenia kongresu. Zostaje przyjęty na członka Towarzystwa Filozoficznego. Z uwagą ogląda budowę Białego Domu i Kapitolu i, notując jak zwykle osobiste opinie i obserwacje, zwiedza przyszłą stolicę, jeszcze w większości pokrytą lasem. Zostaje przedstawiony pierwszemu biskupowi Baltimoru, który, choć był światłym i wykształconym potomkiem wpływowej rodziny, nie miał żadnego dochodu ze swego urzędu i żył bez śladu arystokratycznego splendoru hierarchii kościelnej znanego w Europie. Niemcewicz spotyka wszystkich co ważniejszych polityków amerykańskich, relacjonując obszernie uwagi o każdym spotkaniu. Zwiedza osadę szekerów. W terenach jeszcze nie skolonizowanych spotyka rodziny podróżujące w poszukiwaniu taniej ziemi. Na tych samych terenach pogranicznych natrafia na Indian, dostrzegając, jak tracą spoistość i identyczność swej kultury. Notuje też skrupulatnie sprawy bardzo doraźne, jak własne wydatki, zarobki robotników, stan dróg, jadłospisy, wyposażenie hoteli i powozów podróżnych. Notuje, że podróż do Wilmingtonu jest przyjemna: “Ci, którzy się tu pobudują, będą mieli urozmaicone widoki, a krajobraz najbardziej malowniczy i najwspanialszy, jaki tylko sobie można wymarzyć.” Ale samo miasto mu się nie podoba: “Obiad jedliśmy w Wilmingtonie, który robi smutne wrażenie, kiedy się w nim przebywa, a tak wesoły i pełen życia wydaje się z brzegu rzeki. Towarzystwo przy stole było równie milczące, jak w czasie drogi. Spostrzegłem, że brano mnie za Francuza i z tego powodu oziębłością i szykanami w gospodzie chciano się zemścić na mnie (...)” W hotelu w Filadelfii dziwi się, że grupa gości pali cygara, siedząc przy kominku w milczeniu. Elizabeth Town, miasteczko ogrodów, upodobał sobie, bo stąd jest tylko godzina podróży statkiem do Nowego Jorku, gdzie atmosfera wydawała mu się weselsza niż w Filadelfii, mimo że miasto było mniejsze.

Pośród podróży i przygód, mając już lat ponad 40, nie przestaje marzyć o stabilizacji we własnym domu, “z wierną towarzyszką życia”. Przez dwa lata żyje bardzo skromnie, wynajmując izbę u krawca i stołując się z jego czeladnikami. Tu odwiedza go pani Kean, którą poznał, gdy jeszcze mieszkał z Kościuszką. Wkrótce odbył się ślub i Niemcewicz zamieszkał z żoną. Marzenia o stabilizacji się spełniły. Zaczyna żyć jako gentleman farmer. Uczy pasierba łaciny, francuskiego i geografii. Zajmuje się polowaniem i z pasją pracuje w swym ogrodzie. Narzeka na drożyznę siły roboczej i informuje nas: “Sam grunta skopałem i zgnoiłem.” Poznaje krewnych żony i nowych sąsiadów. Zostaje obywatelem amerykańskim “po zrzeczeniu się szlachectwa”. Po jakimś czasie jest mu znów "smętno". Ulubieni znajomi wyjeżdżają. Coraz mniej podoba mu się w miarę zamożne, lecz monotonne życie rodzinne. Brakuje mu tradycji towarzyskich, bardziej wytwornych rozrywek. Brakuje mu Europy i—Polski. W licznych podróżach po Stanach spotkał tylko jednego Polaka, Jana Richtera, który w Federal City (dziś Waszyngton) miał sklep z alkoholem.

W roku 1802-im rozstał się z żoną na dwa lata, bo wreszcie mógł, po śmierci cara Pawła II-ego, powrócić do Polski i przejąć spadek po ojcu. Na lądzie jechał do terenów polskich przez Francję i Niemcy. W Warszawie, w Krakowie, w rodzinnej Litwie, w Łańcucie, w Puławach i “u wód” spędza czas z wielu przyjaciółmi i z krewnymi. Oddał do druku zbiór swoich pism wierszem i prozą, w tym krótką, ale bodajże pierwszą w świecie biografię Waszyngtona. W dziennikach zapisuje bogate obserwacje o wszystkich trzech zaborach: “Jak odmienną od dawnej znalazłem dzisiejszą postać Warszawy. Wesołość i przepych zginęły. Stolica niegdyś wielkiego królestwa stała się opuszczonym pogranicznym miastem prowincjonalnym.” Następuje tu szczegółowy opis, podobny do warszawskich scen w “Popiołach” Żeromskiego. Niemcewicz powraca do swej nowej rodziny i nowej ojczyzny, ale z bardzo mieszanymi uczuciami. Powitanie było radosne i rzewne, i Niemcewicz żyje na swym gospodarstwie z żoną przez trzy jeszcze lata.

Utworzenie Księstwa Warszawskiego i wezwanie od Stanisława Małachowskiego przesądziło o powrocie Niemcewicza do Polski w roku 1807-ym. Napisze później, że byłoby moralnie szpetne mimo podeszłego wieku nie powrócić do rodaków, “gdy orły znowu łączą się” do walki o niepodległość. Żona i prawie dorosły już pasierb odprowadzali go do portu w Nowym Jorku. Byli wierni sobie w przyjaźni aż do śmierci, ale po tym rozstaniu już się nie spotkali. Pozostał bogaty opis początków Ameryki i tradycja Ursino w Elizabeth City.

 

Franciszek Żabiński