Philadelphia  -  Atlantic City  -  Trenton -  Wilmington










nr63 Nr 63, Wrzesien 2004

str. 4
- Witaj szkoło! Od redakcji

Witaj szkoło!

 

Okolica daty pierwszego września aż roi się od najrozmaitszych rocznic, w związku z tym pojawiają się w prasie dyżurne tematy, jak zresztą co roku. Nie będziemy wraz z innymi zagadywać na śmierć rocznicy powstania "Solidarności" czy wybuchu II wojny światowej a zajmiemy się datą "pierwszego września" jako początkiem nowego roku szkolnego. Nie jest to może święto tak radosne, jak koniec roku, rozpoczynający wakacje, ale jest optymistycznie dostojne, po odpoczynku rozpoczynamy pracę, wkraczamy na następne piętro naszej edukacji a także z radością witamy naszych kolegów i koleżanki, z którymi spędzimy najbliższy rok w szkolnej ławie.

Nowy rok szkolny jest dla wielu mocniej odczuwalny niż nowy rok kalendarzowy, który poza zmianą daty niewiele wnosi nowego w nasze codzienne życie. Nawet w nasze życie dalekie już przecież od uczniowskiego. Na ulicach pojawią się znowu pomarańczowe "skulbasy" i panie od regulacji ruchu w okolicach szkół, miasto się zagęści powracającymi z letnich wojaży a działalność urzędów i biznesów pozbędzie się letniego rozleniwienia.

Może się wydawać, że początek roku szkolnego to święto apolityczne i bezpieczne, co uznaje się na całym świecie. Jednak nasz współczesny okrutny świat próbuje zawłaszczyć i to święto i wciągnąć do swych krwawych rozgrywek dzieci. Tak zaczął się rok szkolny 2004/2005. Na początku terroryści porwali dwóch francuskich dziennikarzy, grożąc ich zamordowaniem, jeśli rząd francuski nie zniesie zakazu noszenia symboli religijnych, czyli chust muzułmańskich we francuskich szkołach publicznych. Rząd francuski nie ugiął się pod tym żądaniem, jednak próbując ratować swoich rodaków wdał się w dosyć upokarzające negocjacje z terrorystami. Nie wiadomo, jaki będzie ich rezultat (w chwili, gdy piszemy te słowa, francuscy dziennikarze nie odzyskali jeszcze wolności). Nie będziemy komentować tego wydarzenia, zostawiamy to czytelnikom.

Niestety następne związane z początkiem roku szkolnego jest znacznie bardziej tragiczne a ofiarami stały się dzieci. Początek roku szkolnego w jednej ze szkół w Północnej Osetii (Kaukaz) zgromadził około półtora tysiąca osób, dzieci i rodziców, którzy stali się zakładnikami terrorystów po ataku na szkołę. Oczywiście znów padły żądania pod adresem rządu rosyjskiego. Sprawę załatwiono w stylu rosyjskim, nie francuskim – czyli komandosi zaatakowali szkołę, padli zabici i ranni podobnie jak w teatrze na Dubrowce. Dla wielu dzieci ten rok szkolny już się nie rozpocznie. Jak wiele było ofiar, nie wiemy, gdyż wiadomości z tej części świata idą wolno i wymagają weryfikacji.

Tu też powstrzymamy się od komentarza, natomiast zapraszamy naszych czytelników o przysyłanie do nas listów i artykułów, gdyż postępująca degradacja naszej egzystencji powinna zaowocować poważną dyskusją. Chyba jest jeszcze czas na odwrócenie samobójczych tendencji, które wykazuje nasz dzisiejszy świat po obu stronach konfliktu. Twierdzenia "moja chata z kraja" i "bawmy się, świat może potrwa trzy tygodnie" to unikanie wzięcia odpowiedzialności za siebie oraz nasze dzieci i wnuki. Nasi czytelnicy, a nawet ci, którzy okazjonalnie sięgają po nasze pismo, to ludzie, którzy od prasy żądają czegoś więcej, niż sensacji i rozrywki. Zapraszamy więc do dyskusji, jak próbować rozwiązywać problemy współczesnego świata – dobre pomysły nie rodzą się tylko w świecie polityki.

W niniejszym numerze proponujemy przegląd prasy amerykańskiej przygotowany przez panią Danutę Jabłońską-Rauer, wzruszający materiał o Rosjaninie, Aleksandrze Siemionowie, który postanowił zostać Polakiem oraz bardzo interesujący esej pana Franciszka Żabińskiego z Delaware pt. "Niemcewicz w Ameryce". Pana Franciszka prezentujemy po raz pierwszy na naszych łamach, ale mamy nadzieję, że będzie z nami współpracował dalej. Zamieszczamy oczywiście nasze cykliczne pozycje, czyli zbliżający się już do końca cykl listów Szymona Kobylińskiego i "Przez Kreml na Kresy" Alicji Makowskiej-Jacyny. Jest obiecana recenzja książki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm "Ulica Żółwiego Strumienia" a Krzysztof Kostkiewicz komentuje bardzo ważki i interesujący list otrzymany od swojej ciotecznej siostry, Anny Grigo, znanej warszawskiej dziennikarki, córki powstańca warszawskiego, Tadeusza Grigo. Na zakończenie zabawny felieton Waltera Hofmana rozliczający się z minionymi wakacjami. Tu chcieliśmy dodać, że miejsce wydrukowania tekstu w naszym piśmie nie ma żadnego związku z jego wagą, nie jest u nas jak w teatrze – im dalej tym taniej. W wielu amerykańskich periodykach na ostatniej stronie drukuje się edytoriał. W nas miejsce, gdzie trafia dany tekst, wskazuje palec "wielkiego składacza" gazety, kolegi Henryka Zyborowicza. Życzymy miłej lektury.

 

Redakcja