![]() |
![]() |
|
|
|
|
|
|
Nr 63,
Wrzesien
2004 |
|
| str. 33 |
- Letnia paplanina. Walter Hofman |
|
Letnia paplanina Walter Hofman Lato w Delaware,
jak co roku, jest duszne i upalne. Ta cholerna wilgoć włazi wszędzie. I
nie daj
Panie Boże, żeby teraz wysiadł "airconditioner". Ciuchy w szafie
świeżo wyprane, a już lepkie. I jak co roku, wszystko zaczyna się od
czwartego
lipca. Na ekranie telewizora prezenter od pogody. Przystojniak z
lokalnej
telewizji, z uśmiechem przyklejonym do zębów, zapowiada - Uwaga z nad
Bermudów
nadciąga wyż, a swoim zasięgiem obejmie cały nasz region. Normalnie
oznacza to,
że będziemy poruszać się w niewidocznej mazi o zapachu zgnilizny. Nasze
ciało
będzie posiadać tak świetną przylepność, że przelatujące nieopodal
muszki i
komary oblepią nas dokładnie. Przez co najprawdopodobniej będą kłopoty
z
oddychaniem. Nieraz przy okazji tego wyżu myślę sobie, że to jakaś kara
od tego
jeszcze wyższego. A wszystko chyba za to niezdecydowanie naszego
"delawarskiego" reprezentanta w czasie podpisywania Deklaracji
Niepodległości. Chociaż ci z Południowej Karoliny, nie zapominając o
Pennsylvanii
- oczywiście w myśl mojej teorii - mają się jeszcze gorzej. Ich
przedstawiciele
głosowali przeciwko Deklaracji i na pewno u nich jest "Bermuda High
połączone z huraganem. Tego to już naprawdę trudno jest zazdrościć. Tak
po
cichu to myślę, że tę Południową Karolinę w Filadelfii reprezentował
polski
szlachcic nasłany przez angielskiego króla. No bo jak inaczej tłumaczyć
takie
zdecydowane "Nie!" w tak szlachetnej i historycznej sprawie? Czasami dla
odskoczni od moich pogodowo-historycznych rozmyślań, wpadam na któryś z
dostępnych mi, latynoskich kanałów. A że akurat jest czas piłkarskiego
pucharu
Ameryki Południowej, wpadam tam bardzo często. Oczywiście wiele razy
trafiam na
informacje o pogodzie. I co? I wtedy okazuje się, że ten nasz lokalny
przystojniak, ze swoim uśmiechem jest niczym. Jest zerem przy
latynoskich
prezenterkach, nie tylko tych od pogody. Dziewczyny jak modelki, a i
ubrane
podobnie jak one. Roztańczone, roześmiane, dla ochłody w upalne
popołudnie
pokazują opady śniegu nad Meksykiem (to się nazywa dbałość o widza). W
odróżnieniu od naszych dziewcząt z TVN-u, które wyglądają niczym,
ubogie
dalekie krewne, a do tego ten napis - "prezentera ubrała firma kogucik,
uniform pochodzi z kolekcji kurze piórko...
"Wow"! Nie wiem,
dlaczego to telewizyjne bractwo nie ubiera się samo. Szafy w domu im
pozamykali, czy co? Jestem pewien, że ich prywatne ciuchy są
szykowniejsze i
lepiej się w nich prezentują, niż w tych pokazowych mundurkach. No tak,
ale
przy roztańczonych, gorących latynoskich kanałach nie mogę za długo
zagrzać
miejsca. Żona zerkając na ekran telewizora nie omieszkuje wtrącić
swojej
uszczypliwej uwagi. - Oj stary, stary
wstydź się. Co ci po tym rycerskim łbie się kołacze? Przełącz to zaraz
na
porządny kanał! - Oczywiście
kochanie - odpowiadam bardzo szybko i posłusznie. Lepiej żeby nie
odkryła moich
myśli, gorących jak upalny dzień lipcowy. Szybciutko więc przełączam
się na
polski program telewizyjny i TVN-u. Ale
jestem pewien, że znów będzie okazja i wrócę do roztańczonych i
roześmianych
dziewcząt z południowej Ameryki, a to przy okazji do porządnego,
piłkarskiego
meczu. Walter Hofman |