Philadelphia  -  Atlantic City  -  Trenton -  Wilmington










nr57 Nr 57, Marzec 2004

str. 15
- Odejście Starszego Pana. Andrzej Jacyna

Odejście Starszego Pana

 

Zmarł Jeremi Przybora. Właściwie jego odejście nie powinno być zaskoczeniem, urodził się w roku 1915 i żył długo, twórczo i pięknie. Mimo tego pozostawił po sobie pustkę, gdyż w polskim pejzażu kulturalnym nie widać nikogo, kto mógłby ją chociaż próbować wypełnić. Brakuje nam ludzi podobnego formatu nie tylko w kulturze.

Jeremi Przybora przez większość swojego życia był związany z radiem, i jego liryczny tenor docierał do uszu słuchaczy długo, zanim w latach sześćdziesiątych objawił się w całości w telewizji wraz z Jerzym Wasowskim jako "starsi panowie dwaj". Z radiem był związany już przed wojną pracując jako spiker, a następnie już po wojnie stworzył radiowy teatr "Eterek", prezentując swój wysublimowany dowcip i swoiste poczucie humoru.

Największym osiągnięciem Jeremiego Przybory było stworzenie "Kabaretu Starszych Panów" i to najbardziej przyczyniło się do popularności obu artystów. Nieprawdą jest jednak, że kabaret ten zdobył sobie milionową widownię, co można usłyszeć słuchając wspominających Jeremiego Przyborę. Był to niesłychanie wyrafinowany program docierający jedynie do elit, które umiały go docenić. Jeremi Przybora wspominał, że Gustaw Morcinek publicznie określił Starszych Panów "jako dwóch starych, mizdrzących się facetów" i skomentował słowami "tak nam wyrąbał autor Wyrąbanego chodnika. Szeroka widownia, pamiętam to doskonale, nie potrafiła zrozumieć, tego typu żartu, nie bardzo się orientowała w czasie i przestrzeni, gdzie znajdowali się bohaterowie jego teatru. Jeremi Przybora genialnie utworzył coś w rodzaju świata po drugiej stronie lustra, świata niezwykle urokliwego, zapełnionego najrozmaitszymi typami, ale zawsze prezentującymi elegancję, życzliwość do otoczenia i nieustanny optymizm. Wykreować te postacie pomogli panu Jeremiemu najlepsi w tamtym okresie aktorzy, którzy wspominają swój udział w "Kabarecie starszych Panów" jako najwspanialszą przygodę artystyczną. Wielu z nich znajduje się już po drugiej stronie. Odeszła Kalina Jędrusik, Mieczysław Czechowicz, Jarema Stępowski, Edward Dziewoński oraz jeden ze starszych Panów, Jerzy Wasowski.

Jeremi Przybora jest autorem niezliczonej ilości piosenek, w większości napisanych do muzyki swojego przyjaciela Jerzego Wasowskiego, jednego z najlepszych kompozytorów muzyki rozrywkowej. Te piosenki, wbrew wykrzywianiom się na nie środowiska polonistycznego traktującą twórczość piosenkową jako coś gorszego i niższego, były na tak wysokim poziomie warsztatowym, że bardzo wielu poetów mogłoby się na nich uczyć. Potwierdziła to swoim autorytetem sama Wisława Szymborska mówiąc, iż twórczość Przybory to nie słowa do piosenek, ale prawdziwa poezja i to w najwyższym gatunku. Charakterystyczną cechą jego utworów poetyckich jest niesłychane bogactwo leksykalne, rzadkie i kunsztowne rymy, co przy lekkiej rozrywkowej treści dawało dodatkowy efekt komiczny. "W tym ogrodzie za Książęcą/ zmącił duszę mą dziewczęcą/ potem ciało zawiódł śmiało/ na Fracatti/ i gdy z radia płynął walczyk/ wykorzystał Portugalczyk/ Osculatti."

Twórczość Jeremiego Przybory to także znakomita proza, w której można by wyróżnić wprost genialne "Listy z podróży" stanowiące esencję dowcipu, który prezentował kabaret. Te trzy cieniutkie książeczki, prezentujące króciutkie opowiadanka, dotyczące podróży po najbliższej okolicy można czytać na okrągło.

Na szczęście obszerny dorobek Jeremiego Przybory w znakomitej większości doczekał się druku, a "Kabaret Starszych Panów" doskonale sprawdza się w czytaniu. Dodatkowo zostały nagrane autentyczne piosenki z kabaretu, znakomicie śpiewane przez jego aktorów oraz równie dobrze przez następne pokolenie artystów. "Kabaret Starszych Panów" przeżywa obecnie drugą młodość, co zawdzięczamy w dużej mierze żarliwemu propagowaniu twórczości panów Wasowskiego i Przybory przez Magdę Umer.

Nie znałem osobiście pana Jeremiego, ale znam masę osób, które się z nim zawodowo kontaktowały i wszyscy twierdzili, że jest on w kontaktach osobistych równie pełen dystynkcji i uroku, jak postać, którą stworzył. Jeden z moich znajomych stwierdził, iż nie może zrozumieć, jak taki człowiek mógł kiedyś należeć do PZPR. Był jednak po 56 roku pewien trend, aby do partii zapisywali się ludzie przyzwoici, sam to pamiętam. Podobnie ten fakt tłumaczy sam Przybora w swojej autobiografii "Przymknięte oko opaczności".

Warto dodać, że jeżeli dzięki tej przynależności - być może - mógł zaistnieć w telewizji "Kabaret Starszych Panów", to warto było ten grzech popełnić. Grzech ten dawno już został okupiony twórczością artystyczną tak różnorodną i tak wysokiej próby.

Nie ma już wśród nas wielu poetów, twórców piosenek, odszedł Jonasz Kofta, Adam Kreczmar, Agnieszka Osiecka a teraz sam mistrz Jeremi Przybora. Jeżeli istnieje niebo poetów, to pewnie atmosferą przypomina "Kabaret Starszych Panów". Pan Jeremi Przybora już jest witany przez wszystkich przybyłych tam wcześniej. Chciałbym po śmierci dostać się do takiego nieba.

 

Andrzej Jacyna