Philadelphia  -  Atlantic City  -  Trenton -  Wilmington










nr57 Nr 57, Marzec 2004

str. 4 - Goździk dla Ewy. Od Redakcji

Goździk dla Ewy

 
Marzec jest chyba najdłuższym i najobrzydliwszym miesiącem w roku. Wszyscy już mamy dosyć zimy i kilka ciepłych dni witamy jako przybycie wiosny ciesząc się wychylającymi się z ziemi pierwszymi kwiatkami. Tymczasem przychodzi nagle deszcz ze śniegiem, chłód i niebo zasnute grubymi chmurami a potem słoneczne dni, ale z temperaturą poniżej zera i szalejącym wiatrem. Jednak już niedługo wkroczymy w piękne, wiosenne dni. Jest to jedna pewna rzecz w naszym szalonym świecie.

W ubiegłym roku w marcowym numerze pisaliśmy o obchodzonym hucznie w PRL-owskiej rzeczywistości Dniu 8 Marca - Święcie Kobiet. "Czy pamiętacie Państwo z czasów Polski Ludowej takie święto? Znikło, jak wiele innych celebrowanych oficjalnie uroczystości, ze słynnym 22 Lipca - rocznicą Manifestu Lipcowego, traktowanego jako datę odzyskania niepodległości po Drugiej Wojnie Światowej. Podobnie obchodzona 7 listopada rocznica Wielkiej Rewolucji Październikowej i jeszcze kilka innych rocznic znikło w mroku dziejów wraz z nazwiskami bohaterów zdobiącymi jeszcze nie tak dawno pryncypialne ulice naszych miast" - tak pisaliśmy rok temu w edytoriale "Teraz" sprzed roku, życząc wszystkiego najlepszego Paniom z okazji ich zapomnianego święta. Tymczasem w tym roku okazało się, iż informacje o śmierci Święta Kobiet były przedwczesne. W tym roku być może nie było obchodzone oficjalnie, ale dużo na jego temat mówiono w mediach. Oglądaliśmy materiały wspomnieniowe,  które przypominały pierwszego sekretarza, Edwarda Gierka z bukietem goździków otoczonego robotnicami jakiejś sztandarowej fabryki naszej dziesiątej potęgi gospodarczej świata, którą rzekomo była PRL. Robiono także wywiady z paniami, jak wspominają i oceniają to święto. Nawet nasz filadelfijski "Polski Program Radiowy", głosem redaktora Tadeusza Tarapackiego przypomniał to święto i złożył wszystkim paniom życzenia z tej właśnie okazji. Nawet goździk - szczyt oficjalności i banalności w czasach Polski Ludowej - wraca do łask, co potwierdziła przepytana na tę okoliczność właścicielka kwiaciarni. W 1981 w kabarecie "Pod Egidą" Wojciech Pszoniak mówił w monologu, “że sytuacja w górnictwie przypomina tę sprzed milionów lat, gdyż paprocie są… na stołach prezydialnych, a węgla nie ma". Dziś węgla mamy za dużo, natomiast paprotki ze stołów prezydialnych zniknęły, ale być może nastąpi wkrótce ich triumfalny powrót.

Być może im trudniejsza i bardziej beznadziejna jest codzienna rzeczywistość, tym bardziej nostalgicznie wspomina się przeszłość najczęściej w jej jaśniejszej stronie.

Jak szybko płynie czas, można zauważyć czytając drukowane u nas listy Szymona Kobylińskiego, w których poruszane są sprawy, dziś już nieaktualne i zapomniane, a którymi wówczas żyła cała Polska, jak na przykład wybory prezydenckie, które Lech Wałęsa przegrał na rzecz Aleksandra Kwaśniewskiego, a potem afera z nieukończonymi studiami panującego nam dziś już drugą kadencję prezydenta. Kto to pamięta dziś? Dziś jest wojna w Iraku, a w kraju brzydkie gnicie formacji rządzącej, rosnący w siłę Lepper, zbliżająca się katastrofa finansów publicznych i Platforma szykująca się do obrony „okopów świętej Trójcy”.

Te mało optymistyczne okoliczności w polityce - chociaż przyjęcie konstytucji przez Irakijczyków jest faktem pomyślnym i dającym nadzieję - powodują, że odeszliśmy nieco od tematów politycznych zostawiając im miejsce jedynie w przeglądzie prasy. I na przyszłość też pragniemy zachować podobne proporcje. Mamy zamiar jeden z następnych numerów poświęcić w całości literaturze. Od polityki mamy inne media a odpoczynek od okropności, którymi nas codziennie faszerują i skupienie swoich myśli na rzeczach pięknych i trwałych na pewno poprawi nam samopoczucie, w szczególności, że nieuchronnie zbliża się wiosna, pokrywająca świeżą zielenią nawet pola bitewne. W numerze, który Państwo otrzymują do ręki, dalszy ciąg listów Szymona Kobylińskiego, czyli epistolarne perełki i także dalszy ciąg przerwanego w ubiegłym numerze eseju Alicji Makowskiej-Jacyny "Przez Kreml na Kresy". Reszta zamieszczonych materiałów jest także interesująca, życzymy więc miłej lektury i aby do wiosny.

 

Redakcja