![]() |
![]() |
|
|
|
|
|
|
Nr 57,
Marzec
2004 |
|
| str. 18 |
- FIRMA ARAMCO. Norman Boehm, Jr. |
|
FIRMA
ARAMCO Norman
Boehm, Jr. (tłum.A.Z-B). ,„Aramco”, czyli
Arabian American Oil Company, była przez wiele lat
integralna częścią mojego życia, a obecnie jest cennym wspomnieniem
sięgającym
pierwszych lat po studiach. Jako świeżo upieczony inżynier chemii
(potem
jeszcze ukończyłem dodatkowe studia), dowiedziałem się o Aramco od
kolegi,
który pracował w przemyśle chemicznym. Tak mnie zaintrygowała jego
opowieść, że
wysłałem swoje resume do firmy Aramco, która wtedy mieściła się w Nowym
Jorku,
niebawem zostałem zaproszony na rozmowę i zaoferowano mi pracę. Zacząłem pracę w Nowym Jorku przy Park Avenue wiedząc, że w niedalekiej przyszłości czeka mnie wyjazd do Arabii Saudyjskiej. W firmie jednym z moich kolegów był Arab, Adeeb Khoury, urodzony w Palestynie, dokładnie w Nazarecie, wykształcony w Stanach inżynier chemik, ożeniony z Teksanką. On był dla mnie pierwszym przykładem, jak serdeczni są Arabowie w przyjaźni.
Te nauki i
przykazania, które mi wtedy wpojono w
Sidonie - przyznam - nigdy mnie nie zawiodły w czasie kolejnych 16 lat,
które
mi przyszło spędzić w Arabii Saudyjskiej. Traktowałem każdego
pracownika z
szacunkiem niezależnie od pozycji i stanowiska, które wykonywał, i sam
nigdy
nie doświadczyłem złego traktowania czy nawet objawów niechęci wobec
siebie. Wtedy w Sidonie
od wczesnych godzin rannych do popołudniowych uczono nas
intensywnie języka arabskiego, po małej przerwie, od późnego popołudnia
do
wieczora, mięliśmy wykłady na temat kultury, geografii, zwyczajów,
itd..
Powiedziano nam, ze mniej więcej połowa ludności (wtedy około 5-6
milionów)
żyje utrzymując się z uprawy ziemi, inni to Beduini, którzy przebywają
na pustyniach
ze swoimi stadami. Kolejną grupą byli Saudyjczycy pracujący dla rządu,
zatrudnieni przy wydobywaniu ropy naftowej, rzemieślnicy, handlarze i
inni
oferujący różne usługi. Powiedziano nam,
że Saudyjczycy, niezależnie od różnic pochodzenia, mają zawsze
co najmniej dwie wspólne cechy: język i wyznanie, mówią po arabsku i są
wyznawcami islamu, aczkolwiek język arabski ma różne dialekty i islam
różne
odłamy. Według tradycji
arabskiej Beduini z pustyni są uważani za potomków tych,
których korzenie można prześledzić przez wieki i sięgają one ich
wielkiego
przodka Abrahama (Ibrahima) i jego pierwszego syna Ishmaela (tak, jak
żydzi
powołują się na to, iż pochodzą od drugiego syna Abrahama, Isaaka).
Według
wyznających islam, elementy ich religii zostały podane przez linie
proroków, do
których zaliczają Abrahama (Ibrahim), Mojżesza (Musa) i Jezusa (‘Isa).
Według
elementów religii islamskiej ostateczne objawienie zostało dane
Muhammedowi i
później zostało zaprezentowane w formie pisanej w Koranie, który jest
źródłem
czerpania wiedzy o doktrynie i praktyce religii islamskiej. Gorączka lata,
której doświadczyłem w Sidon, była tylko niewielkim
preludium do tej, przed którą mnie ostrzegano, gdy będę w Arabii
Saudyjskiej.
Temperatura miesięcy letnich, jak nam powiedziano, sięgała 120 stopni
Fahrenheita (49 stopni Celsiusa) „w cieniu”, i to jeszcze było
spotęgowane
wilgotnością pochodząca od Zatoki Perskiej. Niebawem, kiedy w
lipcu zacząłem przemierzać rafinerie Ras Tanura
doglądając swojego pierwszego inżynieryjnego projektu, doświadczyłem
sam, jak
bardzo przestrogi przed upałem były prawdziwe. Zaczynałem dzień w
klimatyzowanym pomieszczeniu i wystarczył moment wyjścia na zewnątrz,
czego nie
można było uniknąć udając się do pracy, by zalać się potem. Ten
szczególny cykl
– chłodu oferowanego przez klimatyzację – z ogromnymi upałami był
nieustannie
powtarzany przez cale lato, które w Arabii trwa o wiele dłużej niż w
innych
klimatach. Wiosna i jesień są przyjemnymi porami roku z chłodnymi
nocami i
słonecznymi, ale łagodnymi dniami. Od listopada do grudnia temperatura
czasami
spadała nawet poniżej zera. Przeciętny roczny
opad deszczu we wschodniej prowincji Arabii Saudyjskiej,
gdzie pracowaliśmy, wynosi około 3 inches (7.6 centymetra) z
odchyleniami 1-7
inches. Ponieważ opady deszczu są tak niewielkie, większość obszaru
Arabii jest
pustynią. Okręg kraju zwany Rub’ al.-Khali (Empty Quarter) był znany z
tego, ze
przez 10 lat nie spadł tam deszcz. Opad deszczu w większości Półwyspu
Arabskiego jest niewystarczający by wesprzeć roślinność, aczkolwiek w
wielu
rejonach deszcz zbiera się pod ziemią i jest wydobywany przez
pobudowane
studnie. W Sidonie
podkreślano, że należy mieć szacunek dla uczuć, wierzeń i
zwyczajów miejscowej ludności. Podawano nam przykłady, jak obchodzić
się z Saudyjczykiem
w codziennym kontakcie. Witając go należy na początku zapytać o jego
zdrowie,
ale nie pytać o zdrowie jego żony, należy zapytać, jak się miewa jego
syn, ale
nie pytać o jego córkę... Dość szybko
doświadczyłem sam, że pierwszym gościnnym gestem Saudyjczyka
jest zaoferowanie gościowi kawy. Saudyjczycy udoskonalili ten wspaniały
towarzyski napój dodając do zmielonej kawy kardanom (cardamom). Wiele
osób
mieszkających w Europie zna kawę parzoną „po turecku”, i nie wie, że
ten
oryginalny proces parzenia kawy pochodzi od Arabów, a Turcy tylko
przyswoili
ten zwyczaj Europie, i stąd dostali kredyt. (Nasi arabscy przyjaciele,
gdy moja
żona mówi, że zaparzy im kawę „po turecku”, poprawiają ją, że „po
arabsku”).
Nie pamiętam, by kiedykolwiek, gdy wszedłem do pomieszczeń w rafinerii,
gdzie
pracowali Saudyjczycy, nie zaproponowano mi „ghawah” (kawy). Był to
zawsze mile
witany gest ich przyjaźni. Mieszkanie i
praca w Arabii Saudyjskiej oznaczało życie w zamkniętym,
odizolowanym społeczeństwie, niemal jak na amerykańskiej bazie
wojskowej (którą
znałem w okresie, gdy byłem w Navy). Tereny zajmowane przez Aramco były
podzielone na trzy dystrykty: Dhahran (gdzie mieściły się główne biura,
i obok
domy mieszkalne), Ras Tanura (rafineria i także domy mieszkalne dla
pracowników)
i Abqaiq (centra, gdzie wydobywano ropę naftowa, i także domy
mieszkalne dla
pracowników). Wspomniane domy mieszkalne zbudowane były w stylu
kalifornijskim,
także apartamenty i nieduże studia dla samotnych osób. Wszystko trzeba
było
importować, nawet piasek do budowy, bo lokalny nie był dobry.
Mieszkania wciąż
dobudowywano, bo Aramco rozrastała się i z czasem powstała duża wioska
oferująca także różne dodatkowe przyjemności. Z niektórymi
Saudyjczykami mieliśmy codzienny kontakt. Oprócz stałych pracowników
firmy Aramco, sklepy, w których robiliśmy zakupy były obsługiwane przez
Saudyjczyków. Lokalny rybak dostarczał nam regularnie "shrimpów" z
zatoki Perskiej, w firmowej jadłodajni pracowali kelnerzy saudyjscy,
często
mieliśmy kontakt ze sprzedawcami w Al Khobar (arabska osada niedaleko
Dhahran).
Kontakt z Saudyjczykami był zawsze przyjemny, byli uśmiechnięci i mieli
dobre
maniery, lubiłem także ich poczucie humoru. W tak ciężkim
klimacie wyprawa piechotą lub rowerem nawet pokonując
niewielkie odległości była problemem. A samochodu większość z nas nie
posiadała, bo nie był potrzebny. Jako środek transportu firma oferowała
autobus
czy taksówki (w tych latach bez klimatyzacji!). Aramco urządzała
regularne
wycieczki do „suq” (rynek) do wspomnianego wyżej Al Khobar i te wypady
były
zawsze niemałym dla nas wydarzeniem. W Al Khobar zamawialiśmy u
miejscowych
krawców wspaniale ubrania, kupowaliśmy ozdobne naczynia, lampy, obrazy,
piękne
rzeźbione skrzynie, inkrustowane masą perłową stoliki, wspaniałe
dywany.
Cokolwiek się kupowało, należało się targować. Pamiętam, zawsze
wywoływałem
uśmiech na twarzy, kiedy pytałem o cenę produktu, i w odpowiedzi
mówiłem:
„Aiyem harb ilena? -„Are these the times of war?” (Czy to jest okres
wojny?...
Jakby dziwiąc się, że ceny są takie drogie). W szybkim czasie
nauczyliśmy się, jak ważne jest spożywanie soli, co nam
rekomendował personel medyczny firmy. Dano nam także dobre rady na
częste -
szczególnie na początku - zaburzenia żołądkowe. Radzono częste picie
lemoniady
czy gorącej herbaty. Ważne było, by
być aktywnym poza godzinami pracy. Firma dostarczała wiele
rekreacyjnych możliwości – trzy razy w tygodniu puszczano sprowadzane
filmy,
mieliśmy na miejscu korty tenisowe, korty do koszykówki, bilardu i do
baseballu, pola golfowe, kręgielnie, baseny, bary z przekąskami, farmy
ze
stajniami, gdzie można było jeździć konno, niektórzy mieli własnego
konia, była
przystań dla jachtów i dla łodzi. Powstały różne grupy zainteresowań,
które
organizowały zawody sportowe, zawody bejsbolowe. Organizowano także
zabawy dla
dzieci i miejscowe parady. Specjalnym wydarzeniem były występy artystów
koncertujących w Europie, których Aramco zapraszała - byli to pianiści
(np.
znany Hiszpan Jose Iturbi), grupy muzyczne i teatralne, nawet wystawy
sztuki.. Ponieważ nie było
wiele miejsc, gdzie można było wyjść wieczorem, panował
dość rozpowszechniony zwyczaj urządzania przyjęć i spotkań. Prześcigano
się
często w oferowaniu wyszukanych dań, chętnie próbowaliśmy kuchnie
innych krajów
oferowane przez rodziny pracowników Aramco z Libanu, Pakistanu, Syrii,
Iraku i
innych krajów Środkowego Wschodu. W czasie
wzajemnego goszczenia oferowano napoje alkoholowe. We wczesnym
okresie Aramco miała pozwolenie na przywóz alkoholu, wina, piwa i
whisky.
Pewien niefortunny wypadek spowodował, że zakazano nam tego. Wtedy
przedsiębiorczy inżynierowie chemicy zaczęli sami produkować alkohol.
Naszkicowali i kolejno wykonali odpowiednie przyrządy służące do
destylacji. I
tak z cukru, wody i drożdży po destylacji powstawał czysty alkohol,
który
zaprawiano wodą, dodawano do smaku zapachy ginu i rumu, lub trzymano w
przypalonych dębowych beczułkach, aż stał się burbonem. Znajdywali się
także
amatorzy picia czystego alkoholu bez doprawiania. Były
tez próby robienia wina i piwa, ale piszący
te wspomnienia nie osiągnął w tym sukcesu. Produkcja własnego alkoholu
było
naszą sprawą wewnętrzną, nadrzędnym przykazaniem był zakaz dostarczania
alkoholu Saudyjczykom, którzy jako wyznawcy islamu nie spożywają
alkoholu. Siódmym dniem
odpoczynku, dniem wolnym od pracy - według kalendarza
islamskiego – był dla nas piątek. Początkowo pracowaliśmy pięć i pół
dni w
tygodniu, niedługo potem tylko pięć dni w tygodniu. Częstymi i
popularnymi były
krótkie wyjazdy do niedalekich miejsc, jak Bahrain, Liban, Egipt, Iran,
Jordan,
Turcja, etc. Mieliśmy także płatne wakacje. Po roku na koszt firmy
można było
wyjechać do Libanu (i dalej na własny koszt). Po dwóch latach pracy, co
drugi
rok oferowano nam (z rodzinami) 2,5 miesiąca wakacji (72 dni, plus dni
podróżowania),
w tym na koszt firmy też dla całej rodziny przelot do Stanów
Zjednoczonych i z
powrotem. Mając tak długie wakacje zazwyczaj w drodze do Stanów
zatrzymywaliśmy
się w innych krajach.
Wspaniałomyślność pracodawcy Aramco względem
wakacji spowodowały, ze
wszyscy pracownicy (oprócz wyjazdów zawodowych) wiele podróżowali
turystycznie
po świecie – od Azji po daleki Wschód, Europę i Afrykę. Ta możliwość
wyjazdów
spowodowała, że rodziny pracowników Aramco były i są otwarte na inne
kultury,
otwarte na świat, jesteśmy często bardziej tolerancyjni niż inni
Amerykanie.
Oczywiście, także bardziej rozumiejący i sympatyzujący z kulturą
arabską niż
inni Amerykanie nie mający możliwości tak bliskich kontaktów z krajami
arabskimi.
Firma Aramco
starała się stworzyć nam najlepsze warunki na miejscu.
Mieliśmy trzy stacje radiowe nadające przez 24 godziny muzykę
popularną, muzykę
country i klasykę. Oferowano nam możliwość świętowania i obrządków
religijnych
regularnie zapraszając protestanckiego pastora do protestantów i
księdza dla
katolików. W każdym z trzech
dystryktów stworzono lokalny bank, który służył naszym
potrzebom, otworzono szkołę podstawową dla dzieci (od 1-8 klasy), do
której
sprowadzono amerykańskich nauczycieli. Była klinika weterynaryjna, było
też
medyczne centrum włączywszy szpital w każdym z trzech dystryktów, ze
specjalnie
dużym w części Dhahran. Jedynie niezwykle trudne operacje były
przekładane na
inne miejsca, wszelkie mniejsze wykonywano na miejscu. Aramco wysyłała
swoich
pracowników, o ile była taka potrzeba, do szpitali w Europie, lub też
zdarzało
się, że sprowadzano lekarzy specjalistów do nas. Sam potrzebowałem
zabiegu
ocznego, który wykonał lekarz sprowadzony z Danii. Lekarz Saudyjczyk
wykonał
operacje przepukliny, pamiętam pielęgniarki były z Indii, Danii i
Arabii. Nawet
do mojego psa Kerry Blue przyszedł nasz doktor, gdy ten miał kłopoty
zdrowotne.
Aramco pomagała i
reagowała na niemal każdą potrzebę. Przypominało to
zapewne amerykańskie dni pionierskie, kiedy wszyscy pomagali sobie
nawzajem. W okresie, gdy
pracowałem, czyli w latach 60-70-tych, firma Aramco była w
posiadaniu czterech amerykańskich kampanii: Standard Oil of California
30%,
Texaco 30%, Standard (New Jersey) 30% i Socony Mobil 10%. Praca była
interesująca i nigdy jej nie brakowało. Płace były porównywalne z
dobrymi w
Stanach Zjednoczonych, a także dodatkowo mieliśmy różne płatne bonusy. W moim okresie
dla Aramco pracowało ponad 3 tysiące Amerykanów, mniej
więcej 6 tysięcy cudzoziemskich pracowników z innych krajów, i niecałe
15 tysięcy
Saudyjczyków. Stopniowo te proporcje się zmieniały, rosła liczba
wyuczanych
przez nas Saudyjczyków, co było programem i planem Aramco. Wykształceni
fachowcy Saudyjscy przejęli stopniowo firmę i w późnych latach 70-tych
Aramco
stała się Saudi Aramco. Amerykańscy fachowcy obecnie dalej pracują w
Arabii
Saudyjskiej, ale już dla firmy Saudi Aramco. Moje 16-letnie
doświadczenie było niezłą „lekcją życia”, której nigdy nie
zapomnę. Sympatia i szacunek, który ja i moi koledzy nabraliśmy dla
tego
regionu, ludzi, i ich kultury pozostanie nam do końca życia. Po pracy
dla
Aramco kolejno pracowałem przez 8 lat w Londynie i w Norwegii dla firmy
olejowej Exxon, ale to już inna opowieść. Wszyscy byli i
obecni pracownicy, Aramco otrzymują pięknie wydawany od 1949
roku w Houston dwumiesięcznik „Aramco World”, który pokazuje historię,
geografię i kulturę Arabów i wyznawców islamu. W 2002 roku pismo
zmieniło nazwę
na „Saudi Aramco World”. Jeden z numerów zawiera interesujący artykuł
pokazujący historie koni arabskich, które Polska zaimportowała i
stopniowo
rozwinęła u siebie jako wspaniałą linię koni Arabów, jedną z
najlepszych w
świecie. Moja żona- urodzona w Polsce – często pokazuje dumnie ten
numer
odwiedzającym nas gościom. Norman Boehm (tłum. Aleksandra
Ziółkowska-Boehm) (tekst
ukazał się w: WEEKEND, Nowy Dziennik, 18 pażdziernika 2003 (zdjęcia
pochodzą z archiwum Saudi-Aramco Company) |