![]() |
![]() |
|
|
|
|
|
|
Nr 57,
Marzec
2004 |
|
| str. 17 |
- Zamiast artykułu. Czesław B. Gajownik |
Zamiast
artykułu Czesław
B. Gajownik Tak
się zdarzyło, że napisałem artykuł do
"Teraz" i kiedy już miałem nacisnąć na guzik komputera, aby go posłać
do redakcji, opadły mnie wątpliwości. Zwyciężyła samokrytyka i artykuł
nie
został wysłany. Po prosu przesadziłem, napisałem tu o stosunkach
polonijnych
zbyt dużo "dobrego", za co przypuszczalnie mogłoby spaść coś
cięższego na moją siwą i słabo uwłosioną głowę. Nie,
to nie tak, jak by ktoś myślał, u nas nie ma
cenzury redakcyjnej, naczelny - na szczęście - nie ingeruje w treść i
formę
pisanych artykułów pominąwszy niezbędną korektę. Pomyślałem, że wskutek
mojej
decyzji powstanie w miesięczniku "biała plama", więc szybko, niemal
na kolanie staram się zapełnić tę lukę. Ponieważ
jestem człowiekiem rozrywkowym i w tym
wdzięcznym temacie nie powinienem narazić na szwank niczyjego imienia
(przy
okazji i mojej siwej głowy), więc tym właśnie tematem się zajmę.
Uwielbiam
śmiać się ze wszystkiego, do wszystkich i mimo wszystko, bo śmiech to
zdrowie i
trochę zmarszczek. Ze śmiechem jest łatwiej iść przez świat, a więc
śmiejmy
się, bo idzie wiosna. Piszę o tym, dlatego, że my Polacy jesteśmy
chorobliwie
obrażalscy. Obrażamy się na wszystkich i o wszystko, widocznie mamy to
w swoich
genach. Należy tym ludziom, którzy muszą w życiu towarzyszyć osobom,
którym
nigdy w życiu nie zdarza się zaśmiać z samego siebie, a wytknięte
najmniejsze
błędy - któż ich nie ma - uważają za wielce obraźliwą krytykę. Ale
to tylko nawiasem. Zacząłem od śmiechu a
będzie o rozrywce. Jeśli chodzi rozrywkę, to czasy, kiedy Polonia w
Filadelfii
miała w okresie zimowym kilka wysokiej klasy widowisk artystycznych
należą do
przeszłości. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego
wieku na
arenie polonijnej działali tacy ludzie jak Jan Wojewódka, czy Henryk
Michalski,
którzy sprowadzali do Ameryki całe plejady krajowych znakomitości
artystycznych, nawet Kabaret Starszych Panów z panami Jeremim Przyborą
i Jerzym
Wasowskim na czele. Nie ma już takich impresariów. Co prawda owe
artystyczne
wojaże za ocean ułatwiało wysokie przebicie dolara do złotówki, co
bezpowrotnie
minęło, ale niemniej szkoda, że coraz rzadziej możemy obejrzeć
artystyczne
przedsięwzięcie na wysokim poziomie. Powód
jest pozornie prosty, krajowe
indywidualności każą sobie płacić niebotyczne sumy, a społeczność
polonijna ma
węza w kieszeni i ignoruje nawet najlepszego artystę, jeśli bilety
wydają się
zbyt drogie. Nie ma więc chętnych do podjęcia ryzyka organizacji takiej
imprezy
a artyści omijają Filadelfię z obawy przed pustą salą. W
tym stanie rzeczy pozostaje nam jedynie liczyć
na własne siły. Chyba więc dobrze się dzieje, że dzięki wielkiemu
zaangażowaniu
się pani Zofii Mularczyk i naszego kolegi redakcyjnego, Grzegorza
Górskiego
działa u nas Teatr Dramatyczny im. Adama Mularczyka, który przed laty
był jego
założycielem i pierwszym dyrektorem artystycznym. Działalność tego
zespołu
teatralnego, tworzonego przez ludzi, którzy na co dzień uczą się lub
pracują w
swojej profesji, w jakiś sposób kompensuje nam brak osobistego kontaktu
z kulturą
krajową. Obecna premiera "Porwania Sabinek" jest tego najlepszym
dowodem. Należy
ubolewać, że zaprzestał działalności nasz
ulubiony kabaret "Chapeau Bas". Scen kabaretowych polonijna
rzeczywistość przynosi co niemiara, trzeba je tylko wyłuskać i spojrzeć
na nie
nieco innym okiem. A
teraz, proszę Polonii, idąc dalej tym tropem
myślę, że my sami musimy sobie stworzyć rozrywkę, w związku z tym mam
propozycję. Trzeba zorganizować w Filadelfii Festiwal Kultury Polskiej.
Może to
są wielkie słowa, więc wyjaśnię, co pod nimi mam na myśli.
Dotychczasowe
przypadkowo urządzane imprezy, takie jak zbieranie funduszy na
powodzian, czy
na Orkiestrę Jurka Owsiaka pokazały, że wśród miejscowej polonii są
talenty
artystyczne stanowiące absolutnie niewykorzystany potencjał. Oglądałem
w TV
"Polonia" reportaże gdzieś z białoruskich czy kazachskich wiosek,
gdzie ludziom brakuje wręcz wszystkiego, a mimo wszystko są w stanie
zorganizować zespoły artystyczne i pokazywać piękno polskiej kultury.
Dlaczego
my tego nie potrafimy zrobić? Mamy właściwie wszystko a przede
wszystkim media
mogące zapewnić informację i reklamę. Mamy Szkoły Języka Polskiego,
mamy
zespoły młodzieżowe, nie tylko harcerzy, ale wiele innych, o których
niewiele
wiadomo, a warto się dowiedzieć. Mamy także wielu utalentowanych
artystycznie
amatorów w najrozmaitszym wieku. Powinien
powstać komitet Festiwalu, który
przygotowałby i skoordynował program oraz zebrał konieczne fundusze na
konieczne wydatki oraz nagrody w różnych kategoriach. Wyje się, że w
tym
względzie nie zawiodą nasze polskie firmy znane ze swej szczodrości.
Przy
okazji można by wypromować i nagrodzić "Człowieka Roku", który
powinien być wybrany z tych, którzy bezinteresownie udzielają się dla
dobra
całej społeczności. Byłoby to, być może, zachętą dla większego
uczestnictwa w
działalności społecznej i dodatkową motywacją dla tych działających.
Taka
impreza przysporzyłaby pracy mediom, ale także wpłynęłaby na
zwiększenie ilości
reklam i co za tym idzie poprawiłaby ich finansową kondycję. Istotną
rzeczą jest frekwencja, ale biorąc pod
uwagę, że biorący udział w festiwalu mają tu liczne rodziny, które nie
odmówią
sobie przyjemności obejrzenia swego artysty, więc specjalnie bym się
nią nie
martwił. Szczególnie, że przy tej okazji znajdą dobre jedzenie, muzykę
i
rozrywkę. Płonę
z ciekawości, czy komuś się mój pomysł
spodoba i zaczniemy wspólnie działać na rzecz naszej kultury, czy też
pozostaniemy z piętnem etnicznych nieudaczników. Więc
to, co mi przyszło do głowy publicznie naszej
polonijnej społeczności przedkładam. Czesław
B. Gajownik /Od
redakcji: Chcieliśmy poinformować, iż kabaret
"Chapeau Bas" nie zrezygnował z działalności, zwiesił ją na pewien
okres z braku czasu. Wystąpi z nowym programem na przełomie
października i
listopada./ |