Philadelphia  -  Atlantic City  -  Trenton -  Wilmington








Nr 33, Marzec 2002
str. 28 - Posąg zwrócony ku rzece. Tadeusz Walendowski
Posąg zwrócony ku rzece
Tadeusz Walendowski

Deszcz działa na marmur jak na mydło. Rzeźba z mydła stojąca pod gołym niebem rozpłynie się po paru latach. Marmurowy posąg pięknej kobiety, wystawiony na deszcz, wiatr i mróz, po kilkuset latach zmieni się w obły słup. Tempo erozji zależy od jakości marmuru i kwasoty deszczu. Do dzisiaj minęło lat 142, rysy twarzy są już kompletnie zatarte: zostały wgłębienia po oczach, wzgórek nosa, zarys ust, owal policzków. Kobieta siedzi i pochyla głowę nad dwójką niemowląt, które trzyma na rękach. Ich twarze też już rozmyła erozja. Bliźnięta? Napisy wykute przez rzeźbiarza na czterech stronach postumentu są już niemal całkowicie zatarte. Na szczęście zostały kiedyś spisane na papierze, który w tym wypadku okazał się bardziej trwały.
Historia  Warszawy leży na Powązkach, historia Lwowa na Cmentarzu Łyczakowskim, Łodzi na Dołach, Wilna na Rossie, Filadelfii – na cmentarzu Laurel Hill. 
Ten położony na wysokim brzegu rzeki Schuylkill rozległy cmentarz liczący 165 lat, mieści groby wielu wybitnych obywateli miasta.  Przewodnik oprowadzający turystów zatrzymuje się przy pomnikach i wspaniałych grobowcach, wylicza nazwiska znane i zapomniane, przypomina zasługi i fortuny, opowiada anegdoty i plotki o lokatorach podziemnego miasta. Stałym punktem programu takich wycieczek jest znajdująca się na północno-zachodnim krańcu cmentarza, na skraju zadrzewionej skarpy spadającej stromo ku rzece rzeźba przedstawiająca młodą, piękną kobietę, trzymającą na rękach dwoje dzieci. Wyrzeźbione w marmurze twarze matki i dzieci, rozmyte przez erozję, straciły już indywidualny wyraz i stały się symbolem macierzyństwa, miłości, bólu i żałoby. Przewodnik nazywa ten pomnik "Twins" - "Bliźnięta" i opowiada tragiczną historię ojca-rzeźbiarza, który był świadkiem utonięcia własnej żony z dwójką dzieci, po czym, pogrążony w żałobie, wyrzeźbił im pomnik zwrócony ku rzece, w której nurtach stracili życie. Trochę inaczej opowiada tę historię Ron Avery, autor strony internetowej zatytułowanej   Philadelphia oddities, czyli "Ciekawostki Filadelfii"1. Pisze: 
"Pomnik Matki i Bliźniąt na Cmentarzu Laurel Hill"

Wielu uważa wiktoriański cmentarz Laurel Hill, położony 10) na wzgórzach i rozciągający się na bez mała 40 hektarach (95 akrów), za najbardziej fascynujące miejsce w Filadelfii.2 Otwarty w 1836 roku i zapełniony tysiącami posągów, nagrobnych płyt i wyniosłych pomników cmentarz jest zarazem miejscem spoczynku i ogrodem rzeźby, zaliczonym do zabytków historycznych klasy krajowej.3 Ze wszystkich pomników, jakie się tam znajdują, jeden wyróżnia się szczególnie swym patosem i siłą wyrazu. Jest to rzeźba przedstawiający matkę trzymającą na ręku dwoje bliźniąt.  
Wyrzeźbił ją mąż zmarłej, i ojciec bliźniąt.   Ustawił pomnik tak, że widać z niego miejsce, gdzie dzieci utonęły w rzece Schuylkill. Przez długi czas przewodnicy cmentarni opowiadali, że matka i dzieci utonęli razem wskutek nieszczęśliwego wypadku podczas przejażdżki łodzią.
 Jednakże w rejestrach cmentarza pochówek dzieci wpisany jest pod datą 6 marca 1855, a matki 27 lipca 1857. Ojciec Polak, nazywał się Henryk Dmoghowski-Saunders (albo Sanders), był rzeźbiarzem i jego popiersia Tadeusza Kościuszki i Kazimierza Pułaskiego można oglądać  w budynku Kapitolu w Waszyngtonie. Okoliczności śmierci matki i bliźniąt nie są do końca wyjaśnione, wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Niewiele też wiadomo o rzeźbiarzu, ponadto że po ukończeniu smutnego pomnika powrócił  do Europy i nigdy więcej nie odwiedził Ameryki. Czas i erozja zatarły wiele szczegółów marmurowego posągu.  Na trzech stronach postumentu są napisy w języku polskim i angielskim:
To the memory of Mary Schaaff. Wife of Henry Dmoghowski-Saunders. Born Neustadt on the Rhine May 24, 1823. Died Philadelphia July 8, 1857. Her children repose with her. (Pamięci Mary Schaaff.  Żony Henryka Dmoghowskiego-Saunders. Urodzona w Neustadt nad Renem 24 maja 1823 zmarła w Filadelfii 8 lipca 1857. Razem z nią spoczywają Jej dzieci.)
Części drugiego napisu angielskiego nie można już odczytać, jest zbyt zatarty.  Można się tylko domyślać, jak brzmiał:
We Should Count Time in Heart Throbs. He Most Lives, who Thinks Most. Feels the Nobelest. Acts the Best. (Mierzmy czas uderzeniami serca. Ten żyw, kto myśli najgłębiej, najszlachetniej czuje, czyni najlepiej.)"
Tyle Ron Avery. 
Zanim czas i erozja zatrą do końca napisy wyryte w marmurze spróbujmy wyjaśnić bliżej okoliczności śmierci matki i dzieci, opowiedzieć więcej o tragedii artysty, który był ich mężem i ojcem.
Był Polakiem, nazywał się Henryk Dmochowski, a w amerykańskim okresie życia występował pod nazwiskiem Henry D. Saunders.   Urodził się w 1810 roku na Litwie, w Zabłociu koło Brasławia, w rodzinie szlacheckiej.  Jego ojciec, Michał, był sekretarzem Komisji Edukacji Narodowej w Wilnie.  W latach 1827-30 Henryk studiował prawo i sztuki plastyczne na Uniwersytecie Wileńskim. Walczył w Powstaniu Listopadowym na Litwie w 1831 roku w partyzanckim oddziale pułkownika Józefa Zaliwskiego, a po upadku powstania udał się na emigrację do Francji.  W latach 1833-34 wziął udział w nieudanej wyprawie Zaliwskiego, której celem było wzniecenie powstania w zaborze rosyjskim.  Zatrzymany przez władze austriackie został skazany na 5 lat więzienia, wyrok odbył w twierdzy Kufstein a po zwolnieniu w 1841 roku udał się ponownie do Francji.  Tutaj podjął studia rzeźbiarskie pod kierunkiem francuskich mistrzów (m.in. Davida D'Angers). Oprócz tradycyjnych form rzeźby uprawiał także rzeźbiarską satyrę polityczną: bodajże najbardziej znanym jego dziełem z tego okresu był medalion w kształcie spluwaczki, przedstawiający Jakuba Szelę i kanclerza Metternicha, twórców Rzezi Galicyjskiej. Podczas "Wiosny Ludów" przebywał w Wielkopolsce, gdzie wykonał m.in. projekt pomnika Powstańców Wielkopolskich poległych pod Miłosławiem w 1848 roku. W 1851 roku znalazł się w Londynie, a w następnym roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie osiadł w Filadelfii.  Tutaj rozwinął ożywioną działalność artystyczną, rzeźbił medaliony portretowe, popiersia znanych osobistości, wystawiał w  Akademii Filadelfijskiej, otworzył szkołę rzeźby. Wystawiał także w Waszyngtonie i zabiegał w Kongresie o zamówienia na rzeźby wybitnych osobistości amerykańskich z przeznaczeniem  dla Kapitolu.  Artysta zarabiał w tym czasie na życie wykonywaniem  mniejszych prac, głównie medalionów portretowych. Udało mu się sprzedać Kongresowi w 1857 roku za 500 dolarów  marmurowe popiersie Kościuszki, ale do końca pobytu w Ameryce bezskutecznie zabiegał o sprzedaż  popiersia Pułaskiego. (Kongres wyasygnował pieniądze na ten cel dopiero w 1882 roku, przeszło 20 lat po wyjeździe Dmochowskiego z USA.)
W dwa lata po zamieszkaniu w Filadelfii Dmochowski poznał i poślubił swoją żonę, Helenę. W korespondencji Joachima Lelewela znajdujemy następujące  informacje na jej temat: "Henryk Dmochowski, w roku zeszłym (1853) w sierpniu ożenił się z panną Heleną Schaaf rodem z Bawarii nadreńskiej. Jest artystką na fortepianie, jest przystojna, ma lat 25, pięknie gra, nawet uważana jest za pierwszą pianistkę w Filadelfii.  Dziennie za lekcje bierze 5 dolarów, bo daje tylko 3 lekcje."
Dzieje małżeństwa Henryka i Heleny Dmochowskich znamy z zachowanej korespondencji Dmochowskiego do Henryka Kałussowskiego, przyjaciela mieszkającego w Waszyngtonie.
8 września 1853 Dmochowski pisał: "Mój drogi Henrulo; Długom nie odpisywał na twój list ostatni, a to z bardzo wielu powodów arcyważnych, a pomiędzy innemi, żem przez całą prawie bytność w New Jorku był słaby na febrę – a potem żem bardzo ważną rzecz w życiu człowieka przedsięwziął to jest żem się ożenił.  Zapewne to Cię zdziwi, a Roman wykrzyknie wiwat, ale tak się stało.  Znam teraz już moją żonę od roku. Mieszkaliśmy w jednym Boarding House i obok siebie siadywaliśmy do stołu.  Poznałem w niej prostą, bez fałszu, szlachetną duszę (choć Niemka). Jest z Spayer w Bawarii nadreńskiej, bardzo utalentowana pianistka, wolna od wszelkich religijnych i politycznych przesądów, rozsądna, pracowita, przyjemna i wysoko wykształcona. Lekcjami muzyki zarabia lekko do 2000 dolarów rocznie, może przeto w każdym razie się wyżywić, a na emigracji o to tylko chodzi, żeby sobie poradzić można było.(...)  Żony mojej rodzinne nazwisko jest Helena Schaaff, najlepsza pianistka w Filadelfii, kiedy może będę miał przyjemność ją wam przedstawić."
W miesiąc później Dmochowski prosił Kałussowskiego o przesłanie nut z "dobrą polską muzyką", bo "moja żona radaby poznać kompozycje polskie na fortepian" a "tu oprócz poloneza Ogińskiego i kilku mazurków nic a nic polskiego nie mamy".
W listach z 1854 roku pojawiają się kilkakrotnie wzmianki o kłopotach zdrowotnych Heleny Dmochowskiej. Jest słaba, cierpi na niestrawność, wymaga wyjazdu na wieś przez wzgląd na zdrowie... O tym jednak, że była w ciąży dowiadujemy się dopiero po nieszczęśliwym rozwiązaniu: Pierwsze dziecko tego związku urodziło się martwe i Helena niemal nie przepłaciła życiem trudnego porodu. W liście z 22 lutego 1855 Henryk Dmochowski pisał do swojego przyjaciela: "Mój drogi Henrulo. Smutne moje przeczucia sprawdziły się niestety. Z powodu smutnej wieści o śmierci jej matki i boleści wewnątrz dziecko chorowało i na trzy dni przed terminem umarło, po 40 godzinach najokrutniejszych boleści o 8 w sobotę moja biedna żona musiała ulec okrutnej operacji, dziecko duże jak 3 miesięczne – ale martwe wydobył dr Tindemann. Dzięki Bogu jej przynajmniej życie uratowane i dotychczas żadnego niebezpieczeństwa nie ma. Bóg wie jak dalej będzie. A i za to dziękować trzeba, że nie wszystko zabrano od razu. Silna konstytucja Heleny może pomoże do jej zupełnego wyzdrowienia."    
Z dalszych listów wynika, że Helena Dmochowska bardzo powoli wracała do zdrowia; jeszcze w czerwcu Dmochowski pisał: "Moja biedna żona bardzo słaba, nie może dobrze chodzić lubo dość dobrze wygląda." Pomimo tych dolegliwości Helena dalej pracuje, chociaż zarabia mniej.  W liście z 2. sierpnia 1855 Dmochowski rozważa przeprowadzkę z Filadelfii do Waszyngtonu i odrzuca taką możliwość, między innymi dlatego, że w Filadelfii "żona moja ma pewny 1000 dol. rocznie zarobek, czego w Waszyngtonie by nie miała." 
W dwa lata później Helena Dmochowska znowu jest w ciąży, poród znowu jest trudny i kończy się śmiercią dziecka i matki. Zrozpaczony Dmochowski donosił o tym Kałussowskiemu w liście z 11 lipca 1857: "Umarła moja biedna, kochana, nieoceniona Helena, po dwóch dniach niewypowiedzianych cierpień a pięciu godzinach najokropniejszych operacji. Dziecko umarło przed czasem, ogromna głowa a i samo duże, głowę miało do góry - a (...) tak słaba, że z utraty krwi w pół godziny po wydobyciu dziecięcia skonała!  I szczęśliwa wolna już teraz.  Ale ja - niewielem razy w życiu płakał po najokrutniejszych stratach, ale tą razą łzami ciało jej zmyłem i długo długo ból w sercu zostanie - może też i ja za nią ruszę niedługo to by mi było najmilsze. Myślałem, że zwariuję widząc ją tak nieżyjącą i bez nadziei. Przeklinałem w duszy godzinę, w której to przeklęte dziecko poczęte. Tak diabeł nie śpi i przychodzi bieda skąd się pociechy spodziewało. Ja pociechę jeszcze nie wiem.
Bądź zdrów, zawiadom o mojem nieszczęściu wszystkich, co też to obchodzić może, a sam nas kochaj jak zawsze.  Pani rączki ucałuj i dziateczki uściskaj.  Już mnie na tym świecie nie ma przystani.  Umarła 8 lipca o 10 1/2 w nocy.  Twój Henryk"
Wychodzący w Filadelfii tygodnik kulturalny "Fitzgerald's City Item" zamieścił 18 lipca 1887 zawiadomienie o śmierci "w dn. 8 lipca P. Dmochowskiej Saunders, z domu Schaaf, urodzonej w Neustadt (Palatinate) Germany, żony Henryka D. Saunders, wiek 35 lat".  Obok czytamy, że P. Saunders była dobrze znana redakcji, a jej śmierć  jest "stratą, którą długo i boleśnie będzie odczuwać szeroki krąg przyjaciół. Była młoda, utalentowana i zasłużona; miła towarzyszka, kochająca i wierna żona, prawdziwy przyjaciel."
W liście do Kałussowskiego z 13 lipca Dmochowski pisał przyjacielowi, jak zamierza uczcić pamięć utraconej żony: "Po okrutnej stracie, jaką poniosłem nic innego mi nie pozostaje tylko poświęcić jej pamięci pozostałe dni moje, a czas mój oddać wcieleniu tej pamięci w przyzwoity pomnik."
Praca nad rzeźbą zajęła artyście blisko półtora roku.  Dmochowski dalej borykał się z trudnościami materialnymi, bezskutecznie poszukiwał nabywcy na popiersie Pułaskiego, najbardziej jednak dokuczało mu uczucie pustki po utracie Heleny:  "Ja zdrów jestem, ale smutno smutno na sercu – teraz się widzi wiele to trzeba mieć odwagi żeby żyć. A życie tak ciężkie tak trudne bez nadziei. Dobrze żem się z Andrzejkowiczem ułożył, bo inaczej w samotności albo bym zwariował albo sobie w łeb strzelił." - pisał do "drogiego Henruli" Kałussowskiego 17 sierpnia 1857.
Andrzejkowicz, to polski uchodźca, z którego rodziną Dmochowski dzielił mieszkanie w Filadefii po śmierci żony. 
 W listach Dmochowskiego do Kałussowskiego coraz częściej pojawia się wątek powrotu na Litwę, ale zamiar ten zrealizuje on dopiero w 1861 roku.    Przedtem jednak ukończył pomnik, co nastąpiło w końcu 1858 roku.  28 września tego roku Dmochowski pisał do Kałussowskiego: "Skończę moją statuę pojutrze, a 14 Oktobra na moje urodziny spodziewam się postawić pomnik gotowy na smętarzu i karierę moją dotychczasową w Ameryce zapieczętować." 
W liście z 3 października artysta prosił przyjaciela o "natychmiastowe" uwagi na temat łacińskiej inskrypcji na pomniku.  Z listu datowanego 16 listopada można wnosić, że rzeźba jest już gotowa i była przedmiotem wzmianek w lokalnej prasie: "Tutaj wszystkie lepsze dzienniki w podobnym guście wspomniały o mojej grupie."  A dalej: "miałem głowę zakłopotaną i smutek mnie gnębi znowu okrutnie tak że rady sobie dać nie mogę.  I jak postawię statuę na Mogiłkach, to już nie wiem, co dalej pocznę.  Zdaje mi się, że już nic innego nie mam zrobić na sumieniu."  
Filadelfijski tygodnik "Fitzgerald's City Item" 13 listopada 1858 bardzo przychylnie pisał o "Grupie Saundersa" : "Grupa jest monumentalna; główna postać jest zamierzona jako portret i zdaniem tych, którzy znali osobę portretowaną, podobieństwo jest doskonałe.  Portret jest niebezpiecznym elementem w sztuce, wiele dobrych obrazów historycznych fatalnie ucierpiało przez jego nieroztropne wprowadzenie, ale w tym wypadku subtelne klasyczne cechy umacniają wdzięczną postawę i nadają całej grupie piękno, które jest niezależne od podobieństwa. Wyrażają wszelkie uczucia melancholii, jakie powinna zawsze posiadać monumentalna postać, a przez dosłowne podobieństwo wyrażają znaczenie, jakie artysta najczęściej musi sobie wyobrazić.  Gdyby artysta zmierzał do ideału macierzyńskiej czułości i żałoby, nie mógłby uzyskać  bardziej szlachetnego rezultatu, niż ten, jaki osiągnął przez absolutną siłę prawdy."   Dalej Fitzgerald's City Item informuje, że rzeźba jest do obejrzenia w domu artysty przy ul. Locust i będzie przeniesiona za tydzień lub dwa na cmentarz Laurel Hill." 
14 grudnia pisał Dmochowski, że "pomnik jeszcze nie postawiony".  Nastąpiło to zapewne niedługo potem.
90 lat później, 30 października 1948 roku, siostra M. Liguori, H.F.N., spisała teksty wykute przez artystę na wszystkich czterech stronach cokołu.7  Po stronie północnej napis brzmiał: "To the memory of Helena Schaff, wife of Henry Dmochowski Saunders, born in Neustadt on the Rhine, May 24, 1823. Dec’d in Philadelphia July 8, 1857, her children repose with her".  Napis na prawej (wschodniej) stronie jest w języku polskim: 
Przyjacielu!
Coś wszystko stracił
Co najdroższe na świecie-
Ojczyznę,
Rodziców, Przyjacieli,
Żonę, Dzieci-
Poświęć tu współczucia łezkę
Mojej Helenie.
Na stronie lewej (zachodniej) czytamy:
We live in deeds not years
In thought not breath
In felings not in figures on the dial
We should count time by heart-throbs
He most lives
Who thinks most
Feels the noblest
Acts the best.
(Żyjemy czynem nie latami
Myślą, nie oddechem
Uczuciem, nie liczbową skalą
Czas mierzymy  uderzeniami serca 
Ten żyw, kto myśli najgłębiej
 Najszlachetniej czuje
 Czyni najlepiej.)
Łacińska inskrypcja na południowej stronie była już w 1948 roku nieczytelna.  Siostrze Liguori udało się odczytać jedynie datę umieszczoną na dole "Nov. 29, 1858." - jak można przypuszczać -  datę ukończenia pomnika.
Dmochowski pozostał w Ameryce jeszcze dwa i pół roku, które zeszły mu głównie na daremnych usiłowaniach sprzedaży popiersia Pułaskiego.  Cały ten czas klepał biedę, a odpływając 1 kwietnia z Nowego Jorku do Europy zostawił długi, które sam obliczył na łączną sumę $1,167,30.
Jego dzieje po powrocie na Litwę to osobny rozdział z tragicznym zakończeniem: po wybuchu Powstania Styczniowego Henryk Dmochowski mianowany został komisarzem Rządu Narodowego na powiat dziśnieński.  W marcu i kwietniu 1863, w rezultacie energicznej akcji  werbunkowej stworzył znaczny oddział powstańczy. Poległ w walce z wojskiem rosyjskim  14 maja 1863  w Józefowie koło Porzecza pow. dziśnieński.

1) http://www.ushistory.org/oddities/mother.htm

2) Wg Web-site US National Park Service http://www.nps.gov/chal/sp/p01new2.htm  jest tam ponad 33 tysiące pomników.

3) US National Park Service wpisał Cmentarz Laurel Hill na listę zabytków (National Historic Landmarks) w 1998 r.

4) Biogramy H. Dmochowskiego znajdują się  m.in. w Słowniku Artystów polskich i obcych w Polsce działających. Malarze Rzeźbiarze, Graficy. Tom II , Ossolineum 1975; w  Polskim Słowniku Biograficznym  t.5 oraz  w Katalogu wystawy zorganizowanej z okazji jubileuszu 200-lecia katedry Sztuk Pięknych Uniwersytetu Wileńskiego pod tytułem Kształcenie artystyczne w Wilnie i jego tradycje, Toruń 1995.

5) List J. Lelewela do Teofila Januszewicza z dn. 30 maja 1854 r., Listy J. Lelewela  poz. 1082, t. IV, s.210.

6) H. Kałussowski: polski emigrant polityczny, zamieszkały w Waszyngtonie z którym łączyło Dmochowskiego wiele spraw: byli niemal rówieśnikami, pochodzili z Litwy, obaj studiowali na Uniwersytecie Wileńskim i zaraz po studiach poszli do Powstania Listopadowego, a po jego upadku znaleźli się na emigracji we Francji. Obaj pozostawali w orbicie Józefa Zaliwskiego i Joachima Lelewela. Podobnie jak Dmochowski, Kałussowski brał udział w wyprawie Zaliwskiego, ale uniknął aresztowania i wrócił w do Francji, a w 1839 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie Dmochowski znalazł się w 12 lat później.  Zachowana korespondencja  Henryka Dmochowskiego do Henryka Kałussowskiego z lat  1853-1863 liczy 227 listów i jest przechowywana w Bibliotece Narodowej w Warszawie. Jest również dostępna na mikrofilmie w Bibliotece Kongresowej w Waszyngtonie. Instytut Pinkowskiego na Florydzie dokonał tłumaczenia całej tej korespondencji na język angielski i uprzejmie użyczył autorowi.

 7) Sister M. Liguori, H.F.N. “Henry Dmochowski-Saunders: Soldier-Sculptor" Polish American Studies, Vol. VI, No. 1-2, January-June 1949