Philadelphia  -  Atlantic City  -  Trenton -  Wilmington








Nr 33, Marzec 2002
str. 4
 
- Tajemnica pani Stanisławy - największa mistyfikacja w historii Olimpiad.
Dariusz Majer
NA CH ŁOPSKI ROZUM

Dariusz Majer
Tajemnica pani Stanisławy - największa mistyfikacja w historii Olimpiad

Zawodowy sport nie ma nic wspólnego z zasadami fair play. Zlepiony jest z nienawiści, zazdrości, samolubstwa, nie przestrzegania żadnych reguł oraz sadystycznej przyjemności w asystowaniu przemocy: innymi słowy jest wojną bez wystrzałów.
   George Orwell  (1903 - 1950)


I. Istnieje pogląd, zgodnie z którym nasi praprzodkowie w wyniku doskonalenia narzędzi ułatwiających i przyspieszających wykonywanie codziennych czynności życiowych zyskali więcej wolnego czasu, który to mogli spożytkować na "wynalezienie" sztuki, abstrakcyjnego myślenia (np. o niebieskich migdałach), rozwój duchowy i fizyczny, czyli to co współcześnie nasi angielskojęzyczni sąsiedzi określają słowem entertainment. Osobiście nie zgadzam się z tą hipotezą: wystarczy spojrzeć na najbliżej spokrewnione z nami szympansy, czy inne stadne zwierzęta, których życie upływa leniwie, niemal sielankowo na spożywaniu, wydalaniu i rozmnażaniu, choć czasem zakłócane przez inne stadne (lub polujące w samotności) zwierzęta spragnione mocniejszych wrażeń. To właśnie umożliwiające coraz to szybszą produkcję narzędzia spowodowały, że z zadumanych, wpatrzonych w gwieździste niebo osobników wyłoniono tych, którzy robili to najlepiej - zawodowców. Resztę skierowano do produkcji. Twierdzę nawet, że cały ten enertainment - sztuka, literatura, muzyka, obrządki rytualne łącznie z grami, zabawami i tzw. przedsiębiorczością - powstał po prostu z nudów. Taki osobnik, znudzony obserwacją regularnego ruchu ciał niebieskich, zaczął bazgrać po ścianach jaskiń, czy obtłukiwać kamienie, wynajdując tym samym malarstwo i rzeźbę. Znudzony tym, jak również waleniem kijem w co tylko się da i rytmicznym podskakiwaniem, zmęczony siadał przy ognisku i snuł opowieści o bardziej, lub mniej udanych łowach odkrywając nieopatrznie fikcję literacką. Prawdopodobnie, chcąc potwierdzić prawdziwość swoich słów, demonstrował szybkość biegu, czy to w pogoni, czy ucieczce przed zwierzyną, stając się mimo woli sportowcem, czyli osobą, która biegnie, choć wcale nie musi. Stąd do rywalizacji, czyli udowadnianiu oponentowi, że jest się w stanie przebić oszczepem bizona z dalszej odległości, już tylko krok.

II. Współcześnie sport wygląda zupełnie inaczej. Jeszcze w początkowych latach zmagań olimpijskich ery nowożytnej, sportowcy po pracy wsiadali w tramwaj i jechali na stadion by wziąć udział w igrzyskach. Z sukcesami tamtych mistrzów łatwiej było się utożsamiać: byli to nasi koledzy i koleżanki z podwórka, z pracy; byli po prostu jednymi z nas. Walczyli o laur. Teraz walczą o pieniądze - wprzęgnięci zostali do produkcji. Stali się nowoczesnymi zakładami produkcyjnymi i już bez żenady przelicza się wartość medali w poszczególnych dyscyplinach na dolary z reklam i pokazów. Jednak klucz według którego rozdziela się te pieniądze, pozostaje, przynajmniej dla osób nie związanych ze sportem, niejasny: dlaczego, skoro dopuszczono do udziału w igrzyskach zawodowych hokeistów i koszykarzy, nie pozwala się na to zawodowym piłkarzom ?
Sport radykalnie się komercjalizuje, ale lubi jeszcze mamić publikę "czystą, sportową rywalizacją" i "duchem olimpijskim", choć chyba już tylko w celach reklamowych właśnie. Salt Lake City, dzięki milionowym łapówką, zostało gospodarzem ostatnich zimowych Igrzysk Olimpijskich. Pomimo ciągłego podkreślania apolityczności imprezy nie obyło się bez "awantury o flagę" z WTC i "zimnowojenne" zapalenie znicza olimpijskiego przez amerykańską drużynę hokejową, która pokonała Rosjan w 1980 r. Precedensem było przyznanie drugiego złotego medalu parze łyżwiarzy kanadyjskich. Koreańczycy skierowali sprawę do sądu po dyskwalifikacji ich łyżwiarza: Rosjanie chcą zaskarżyć decyzję kontroli antydopingowej, eliminującej rosyjską narciarkę i grożą wycofaniem się z udziału w olimpiadach. 
Wystarczy by się nie nudzić. I zniechęcić.

III. Jednak za prawdziwą "rekordzistkę" w tym show biznesie może uchodzić nasza Stanisław Walasiewiczówna. Urodzona w 1911 r. w Polsce, wyemigrowała z rodzicami jako dziecko do USA w 1914 r. (niektóre źródła podają 1913 r.). Pomimo nacisków amerykańskich klubów lekkoatletycznych (lub może w wyniku nieporozumienia z tymi klubami) do końca swojej kariery sportowej reprezentowała polskie barwy.Stanisława Walasiewicz, po mężu Olson, znana również w Stanach jako Stella Walsh, była mistrzynią olimpijską w biegu na 100 m na Olimpiadzie w Los Angeles w 1932 r. i srebrną medalistką w tej samej konkurencji na Olimpiadzie w Berlinie w 1936 r.
Na Mistrzostwach Polski w 1938 r., reprezentując barwy "Warszawianki", uzyskała imponujące wyniki zajmując 8 pierwszych miejsc (biegi, skok w dal, rzut oszczepem, itp.). Jej rekord świata w biegu na 200 m ustanowiony w 1935 r.  przetrwał jako rekord Polski do roku 1964, który to pobiła dopiero Irena Szewińska. Walasiewiczówna to 10-krotna rekordzistka świata, 24-krotna mistrzyni Polski, 54-krotna rekordzistka Polski. Po zakończeniu kariery sportowej była trenerem i działaczką polonijną. W roku 1951 została uznana najwybitniejszą sportsmenką pierwszej połowy XX w. W jej rodzinnym Cleveland nazwano jej imieniem jedno z boisk sportowych. Została zastrzelona w napadzie rabunkowym w 1980 roku. W wyniku autopsji stwierdzono, że była mężczyzną. 
A może nasz leciutki i filigranowy Adam Małysz jest kobietą ?
Dariusz Majer