| Zbliża się kolejna wiosna
I nasz uroczysty bal z okazji pięciolecia coraz bliżej i bliżej. Obiecujemy,
iż nie mamy zamiaru powtarzać balu co rok i następny (po tym, co dopiero
mamy zamiar) zafundujemy sobie - oczywiście jak Bóg da - dopiero na dziesięciolecie.
Od tego numeru postanowiliśmy przestać prezentować wszystkich, którzy do
niego napisali, lista dań znajduje się na trzeciej stronie. Będziemy natomiast
prezentowali nowe twarze, w obecnym wydaniu jest to pan Henryk Walendowski
z Waszyngtonu, który w znakomicie napisanym tekście prezentuje nam naszą
filadelfijską niezwykłą historię o miłości i śmierci uwiecznioną dziełem
sztuki znajdującym się na jednym z cmentarzy naszego miasta. Mamy nadzieję,
że pan Henryk zechce nawiązać z naszym miesięcznikiem bliższą współpracę.
Drugim debiutantem na naszych łamach jest znany publicysta, pan Andrzej
Targowski, którego recenzję zamieszczamy w niniejszym numerze, ale mamy
już od prof. Targowskiego następny tekst do opublikowania w numerze kwietniowym.
Trzeba przyznać, że nasze pismo dzięki stronie internetowej robi się
coraz bardziej międzynarodowe. Mamy piszących z Polski, ze Szwecji, z całych
Stanów Zjednoczonych od Florydy po Illinois. W Krakowie dzięki uprzejmości
prof. Pawła Tyrały nasze pismo trafia do kilku bibliotek, między innymi
do Biblioteki Jagiellońskiej. Zdarzają się także listy od młodych dziennikarzy,
którzy proponują odbycie w naszej redakcji stażu, na co z przyczyn lokalowo-finansowych
nie możemy sobie pozwolić, ale fakt ten sprawia nam dużą satysfakcję.
Nasz tygodnik "Teraz" skończył pół roku. Też można powiedzieć, że ma
swoich sympatyków, skromny nakład rozchodzi się wcale dobrze. Brakuje niestety
reklamodawców i jeżeli sytuacja się nie zmieni, będziemy musieli z niego
zrezygnować, a byłoby szkoda, gdyż według naszego rozeznania jedno tygodniowe
pismo jest w naszej społeczności bardzo potrzebne. Miesięcznik ukazuje
się zbyt rzadko i trafia do wybranej grupy czytelników, więc nie może spełniać
oczekiwanej roli informacyjno-reklamowej. Trochę wstyd, że ta nasza nowa
inicjatywa nie spotkała się z poparciem miejscowej Polonii. Szczególnie
obojętna okazała się stara i zamożna Polonia, której instytucje poza Weteranami
okazały się głuche na nasze prośby o wsparcie finansowe w zamian za obsługę
dziennikarską. Wydawać by się mogło, że dla polskich banków, które niedawno
wydały setki tysięcy dolarów na renowacje swojej siedziby, wydanie kilkudziesięciu
dolarów miesięcznie na wsparcie, co by tu nie mówić, miejscowej inicjatywy
kulturalnej, nie okaże się wydatkiem nadmiernym. Niestety tak się nie stało.
Nie załamujemy jednak na razie rąk i trwamy jako miesięcznik i jako tygodnik
szczególnie, że stajemy się postrzegani jako poważna instytucja i pod naszymi
auspicjami urządziliśmy już zbiórkę na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy
Jurka Owsiaka, która przyniosła trzy tysiące dolarów. Obecnie na nasze
zaproszenie przyjeżdżają do Filadelfii dwaj księża werbiści (jest to zakon
misjonarski zatwierdzony w 1900 roku przez papieża Leona XIII) z Rosji,
których poznaliśmy także dzięki internetowi. Krótki tekst przesłany przez
ojca Jerzego Jagodzińskiego, a autorstwa ojca Piotra Adamka zamieszczamy
w niniejszym numerze. To fakt, że Filadelfia zaczyna się budzić z letargu,
powstało i powstaje wiele nowych biznesów zakładanych już przez młodą emigrację.
Trzeba wierzyć, iż ożywienie biznesowe pociągnie za sobą ożywienie kulturalne,
które już daje się zauważyć. Tak, więc patrzymy w przyszłość z optymizmem
i aby do wiosny.
Redakcja |